środa, 29 lipca 2015

1.1

150 postów - tyle napisałam tu w poprzednim życiu, przez cały czas antykonsumpcyjnego doświadczenia, które zakończyło się publikacją "mnieja". Książka jest już na świecie już prawie od 9 miesięcy. Wiem, że żyje i że ma się dobrze. Mimo, że nigdy wcześniej nie wypieściłam tak żadnego ze swoich dzieł, okoliczności sprawiły, że porzuciłam ją krótko po narodzinach, żeby zająć się kimś zupełnie innym. Zupełnie nieporównywalnym.

Teraz, gdy mój młodszy syn, który zadebiutował na świecie trochę ponad 5 miesięcy temu, zaczyna interesować się kolejnymi warstwami świata, powoli odzyskuję fragmenty rzeczywistości dla siebie (na razie są to mikro-fragmenty, ale za to jak smakują!) i chcę tu wrócić.

Będę pisać o tym co mnie najbardziej kręci. Czyli o codzienności, tej zwykłej, która jest udziałem każdego. Czasem oglądanej przez pryzmat konsumpcji, a czasem nie. Czasem swojej, często cudzej. Bo choć zostałam dziennikarką, zawsze chciałam być też antropolożką, rejestratorką banałów, kolekcjonerką stereotypów, podglądaczką tego co wydaje się tak nudne, że jest aż przezroczyste. Tu mogę to robić.
Nie będzie to więc ortodoksyjne "nie kupuję", ale z pewnością wciąż "obserwuję".

Zaglądajcie więc. Będzie mi miło.

P.S. A w sierpniu zapraszam na łamy Voyage - próbuję w nim choć częściowo ugryźć temat życia codziennego w Bretanii (oglądanego z perspektywy kogoś kto ma okazję korzystać z chwilowo pożyczonego - wraz z mieszkaniem - lokalnego życia), a w comiesięcznym felietonie piszę o fenomenie garażówek, które są w tym roku jednym z popularniejszych patentów na wakacyjny weekend w dużym mieście.

8 komentarzy:

  1. Dobrze Cię znów widzieć. No i gratulacje dla (po raz kolejny) mamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Jestem na świeżo po lekturze "Mniej" i żałowałam, że blog przestał funkcjonować - a tu proszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że sprawiłam niespodziankę:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki "Mniej" i lekturze bloga, w moim domu zagościły używane meble, tekstylia i inne rzeczy, ale też dużo rzeczy z mojego mieszkania znalazło swoich amatorów:) Przeprowadzam się do nowego domu, selekcjonuję, oddaję, przetwarzam, mąż pomaga w recyklingu, dopasowuje, przycina. Wydajemy pieniądze na narzędzia, nie na gotowce:) Bardzo się cieszę z Twojego powrotu, z powiększenia rodziny i życzę powodzenia:) Ten zepsuty mikser i próba jego naprawy powaliła mnie, gdybym nie czytała z "poślizgiem" pewnie sprezentowałabym mój:) Fajnie, że tu jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem wielką fanką Mniej, cieszę się że bedziesz tu pisała częściej

    OdpowiedzUsuń
  6. "Mniej" - przeczytalam jakis tydzien temu. Chodze z tym "mniejem" w głowie caly czas. Przede wszytskim nie poszlam do sklepu :-)) i gotowalam cos z niczego i zalozylam konto na wymienniku. W ogole zaczelam przemeblowywac sobie w głowie. Jakbys jeszcze planowala jakis eksperyment - to chetnie wezme udzial. Pozdrawiam i gratuluje. Justyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniej... Czytałam dość długo, odkładałam, myślałam, planowałam, czytałam dalej, wracałam do wcześniej przeczytanych fragmentów. Dziś skończyłam. Od jakiegoś czasu nie skupiając się nad tym co robię już zaczęłam stosować zasadę .. mniej... I myślę że od nowego roku nałożę sobie większą dycsyplinę. Choć wiem już teraz że to nie będzie ekstrim. Będą momenty już zaplanowane dużo wcześniej w których nic nie powstrzyma mnie od wydania pieniędzy, jednak wiem że to będzie bardzo rozsądna i dobrze przemyślana decyzja. Pozdrawiam autorkę i bardzo dziękuję za otowrzenie mi oczu.

    OdpowiedzUsuń