poniedziałek, 28 października 2013

147


W zeszłym roku się nie udało. W dniu w którym Ludwik Majlert z rodziną zaprosili zbieraczy na swoje gospodarskie zagony, realizowałam się w bezgotówkowej wymianie mieszkań.

Udało się za to jednej z moich bohaterek. A., wspomagana przez przyjaciółkę, ściągnęła wówczas z posezonowego pola tonę jarmużu, który, umyty, posiekany i zamrożony pozwolił jej przetrwać Długą Zimą Antykonsumpcji. Jeszcze w marcu wcinałyśmy samosy z jadowicie zielonym wypełnieniem.

W tym roku chętnych do golenia resztek z najmodniejszej warszawskiej plantacji zieleniny było tylu, że właściciele podzielili nas na tury. Kolejne grupy w kaloszach i z koszami ruszały o pełnych godzinach. Mangold, jarmuż, szpinak, rukola, radicchio, cukinie-pogrobowce (A. wygrzebała ich z pół tuzina), porozrzucane między zagonami dynie - posezonowa obfitość, z którą skonfrontowano nas na plantacji była wręcz przytłaczająca. Grupy wracały z pola objuczone ponad miarę. Czyżby sprzątanie resztek z pól stawało się nową hipsterską tradycją?


13 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie wiedziałam o tej akcji. W przyszłym roku postaram się pamiętać. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli jesteś na FB, to zalajkuj gospodarstwo, bo termin jest ruchomy. W zeszłym roku był to zdaje się, listopad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł. Brawa dla właścicieli i większe brawa dla zbieraczy. W moich okolicach nie zalazlabym raczej chętnych.

    OdpowiedzUsuń
  4. wystraszyłaś mnie tym napisem.. z dala od Arkadii
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzie wynajdujesz takie akcje? : ) Mam świadomość, że po pewnym czasie one się same pojawiają, ale zacząć najtrudniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylu, źródłem natchnienia jest, rzecz jasna, FB; wystarczy się podpinać po odpowiednio sprofilowane wydarzenia. ale też, z czasem, z umocowaniem w temacie, świat realny zaczyna się autoprezentować w sposób który harmonizuje z tematem.

      Usuń
  6. Nie przetrwałabym tej zimy : ) Nie trawię mangoldu, jarmużu, nie przepadam za dynią, szpinak jadam tylko okazjonalnie, więc mnie to nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jarmużowi też byłam z początku niechętna, ale jak zjadłam te samosy, ach! poza tym ostatnio się dowiedziałam że źle go przygotowywałam i po tym jak zmodyfikowałam patent na obróbkę, przeprosiłam się z panem jarmużem.
      dyni jestem wielbicielką - w każdej postaci, a szczególnie w pieczone, akurat dynie u Majletrów były reprezentowane dość skąpo, ale udało mi sie znaleźć dwie małe piżmowe. już zeżarte.

      Usuń
  7. U mnie króluje czarna rzepa. Pochłaniam ją w każdej wersji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To raczej przygoda... Jeśli doliczysz koszt benzyny albo nawet biletu autobusowego, to się niestety przestanie opłacać :(

    OdpowiedzUsuń
  9. świetne miejsce !
    Zapraszam oczywiscie do mnie na blog o warzywach ! :)

    OdpowiedzUsuń