niedziela, 22 września 2013

146



Wakacje więc. W trybie ekonomicznym, ale jednocześnie na bogato.

Najpierw Bałtyk, potem Bretania. Po raz kolejny przekonuję się, że wymiana domów to nie tylko materialny kontrakt, ale i wzajemne prezentowanie sobie pomysłów oraz porad, tymczasowy switch stylu życia i konsumpcji. Czyjś dom, nawet jeśli jest chwilowo pozbawiony obecności gospodarza, wiele mówi o tym, jak żyje się w konkretnym miejscu. Więcej niż przewodnik, forum internetowe, broszura na hotelowym stoliku, opiekun wycieczkowej grupy.

Następnie Kornwalia, a w niej Eden Project - mój ulubiony park ogrodniczych rozrywek, który odwiedziłam prywatnie podczas Roku Bez Zakupów, a teraz miałam okazję obejrzeć również pod oficjalnym, reporterskim kątem. Potem jeszcze społeczne warzywniaki w Berlinie.

Na koniec Oslo - stolica paradoksalna. Bo z jednej strony najdroższe miasto Europy (albo i świata), a jednocześnie miasto, które ciężko pracuje nad dobrymi standardami, które są związane z przemyślaną konsumpcją: transport publiczny, duma z lokalnego żarcia, gloryfikacja DIY. Można oczywiście kpić, że skoro problem ubóstwa został w Norwegii wyciszony, można się teraz zajmować sprawami z wyższych pięter piramidy. Poświęcać forsę oraz energię na kampanie typu "tani łosoś to zły łosoś", ale z drugiej strony: powszechny brak ostentacyjności, wpisany w styl życia zamożnej Północy, jest czymś co zwyczajnie uwodzi. Kilka lat temu oglądałam w Lillehammer zimową daczę norweskiego króla. Mały biały domek z drewna otoczony zwykłej wielkości działką z przeciętnej wielkości płotem. A. mówi, że relaksuje się - społecznie, wizualnie, fizycznie - w Skandynawii. Ja też.

A teraz jesień. No, prawie. W autobusie, którym jadę z Dzikiem z nowego przedszkola, na ciekłokrystalicznym ekranie - reklama społeczna. Szkoła, pierwsze dni. Dzieci - biegają, pokazują języki, walą pięściami w drzwi od szkolnego kibla, podkładają ofierze upokarzające artefakty: pierdzącą poduszkę, kartkę z napisem "gupek". Ofiara na filmie jest niewidzialna. Bo jak, mówi reklamowy komunikat: "Dzieci, które się wstydzą się biedy, wolałyby zniknąć. Spraw, żeby zamiast nich zniknął wstyd. Pomóż w zakupie szkolnych wyprawek".

Gorzka jest świadomość, że to konsumpcja nie tylko bywa receptą na wykluczenie, ale i jest za taką powszechnie uważana. Że jest to rozwiązanie, podtykane nam przez speców od niwelowania wykluczenia.