wtorek, 14 maja 2013

135

Materiały już są. Deski calówki, słupki 10x10, agrowłóknina, dwa metry kwadratowe. Wypchane ziemią worki. Sztuk siedem, każdy po 80 litrów. Jutro R. razem z sąsiadami przekształcą wszystkie te materiały w podwyższaną grządkę, na której w weekend wspólnie z sąsiadami będziemy siać i sadzić jadalne rośliny. Grządka będzie oszalowana deskami, wysoka na 30 centymetrów szeroka na metr i długa na dwa; dość miejsca na sałatę, kabaczki, pomidory, ogórki, może trochę ziół i truskawek.

Koło grządki posadzimy krzaczki: agrest, porzeczki, malinę. W tym roku pewnie już nie zaowocują, ale w następnym tak.

Nie mam zadatków na aktywistkę*. Mam za dużo obaw, wątpliwości, za szybko opadam z sił. I mimo, że uczepiłam się kurczowo tego pomysłu, do końca nie wierzyłam w jego powodzenie - że na tzw. zamkniętym osiedlu, wśród białych, nie poznaczonych niczyją frustracją ścian, na przystrzyżonym, opitym wodą trawniku, który, podobnie jak każdy element osiedla (ożywiony i nieożywiony) jest intelektualną własnością architekta może powstać coś co nie było przewidziane w projekcie. Ogródek sąsiedzki. A udaje się - bez problemów, przy życzliwości i zaangażowaniu administratora i mieszkańców. Ręcyma K., M., M., P., R., moimi. Wspólnie generujemy niespodziankę. Idzie zmiana? 

***

Tasznik, jasnota, bluszcz kurdybanek, lebioda - niedzielny spacer z Jodie i Pauliną, autorkami mapy Jadalnej Warszawy (in statu nascendi) jest pełen fleszbeków. Smak tych wszystkich roślin, rosnących na nasypach kolejowych, w rowach, na zdziczałych działkach jest mi przecież znany - gdy miałam mniej niż 10 lat, wysysałam nektar z ogonków żółtych kwiatów (słodycz), rozgryzałam liście w kształcie serc (świeżość), rozcierałam zębami młode liście buczyny (cierpka kwaśność). I nie tylko ja. Smakowanie wszystkiego tego co rosło za domem, na łące, w lesie, na skarpie nad jeziorem było częścią codzienności; wiedzę o tym co jest jadalne, a co absolutnie nie, dostawało się od innych dzieci i przekazywało dalej. Czy mój syn będzie wiedział, że nie należy pakować do paszczy każdej znalezionej w lesie jagody, że zgnieciony liść babki położony na zdarte kolano hamuje krwawienie, a pewien rodzaj miękkich, srebrzystych liście może zastąpić w terenie srajtaśmę?


* - Mam za to na... partyzantkę:-)


Bomby nasienne z facelią - produkcja Iga Kołodziej, Mint & Lavender


"Plomba kwiatowa" czyli samonawadniająca się doniczka na drzwiach nieczynnej Biblioteki Krasińskich - wspólna partyzancka akcja Kwiatków Bratków i Warszawy Czyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz