sobota, 4 maja 2013

134

- A gdyby tak zacząć raz jeszcze? - zastanawiała się B., jedna z moich wspólniczek, gdy w zeszły weekend zasiadłyśmy na jej działce, w domku który mógłby służyć jako modelowa przestrzeń na Międzynarodowej Wystawie Praktycznego Upcyklingu. - Wiesz, z wiedzą zebraną przez 12 miesięcy, ze świadomością własnych potrzeb i ograniczeń. Przygotować się, tak, żeby niczego nie przegapić.

Kuszące.

Ponad miesiąc po zakończeniu 12-miesięcznego dobrowolnego zesłania na marginesy konsumpcji, wciąż po nich wędruję - z niewymuszoną przyjemnością i nowo odkrytą swobodą. Można powiedzieć: zaczynam od nowa. Z głową wyczyszczoną od "powinnam" i "muszę". Niby pierdoła, a robi kolosalną różnicę.

Ale... gdybym miała zacząć jeszcze raz, zaczęłabym od poszukania alternatywnej do sklepu struktury, która zapewnia regularny dostęp do żarcia. Popularne na Zachodzie zjawisko CSA czyli Community Supported Agriculture w polskiej wersji nazywa się RWS-esem, czyli Rolnictwem Wspieranym przez Społeczność. Pierwsza tego typu grupa w Polsce, skupiająca prawie 20 gospodarstw domowych w Warszawie powstała w 2012 roku. W tym roku ogłosiła nabór uzupełniający. Zasady funkcjonowania są proste; na początku każdy z potencjalnych odbiorców podpisuje umowę lojalności z gospodarstwem rolniczym (to, które dostarcza warzywa członkom RWS Świerże-Panki, jest gospodarstwem ekologicznym) i płaci z góry za cały sezon. Raz w tygodniu rolnicy przywożą świeży zbiór do Warszawy, w konkretne miejsce. Warzywa są tam ważone i rozdzielane między wszystkich członków społeczności. Każdy bierze swoją skrzynkę do domu i zjada jej zawartość. Zawartość skrzynki zmienia się z postępem sezonu wegetatywnego. Na początku, w czerwcu, gdy zaczynają się pierwsze zbiory, jest to głównie sałata w kilku odmianach, zioła, fasolka szparagowa, w szczycie sezonu pojawiają się pomidory, ogórki, papryki, pod koniec, z październiku: dynie, kartofle i korzeniowce. Koszt sezonowego zaopatrzenia, podzielonego na 20 tygodniowych skrzynek to 700 zł. Biorąc pod uwagę nie tylko jakość, ale i ilość warzyw, prognozowaną na każdego z odbiorców w całym sezonie, jest to niezła oferta. Ale w Rolnictwie Wspieranym przez Społeczność nie chodzi tylko o ekonomię. Świadomość tego w jakich warunkach wyrosła marchewka, którą się wciąga na obiad, jest bezcenna. Podobnie jak wiedza o tym kto ją siał, przerywał, a potem wyrywał i przywiózł. Może będę to ja sama? Żeby partycypować w RWS, trzeba się zobowiązać do przepracowania w gospodarstwie dwóch dni w sezonie.

Zbierałabym wszystkie resztki jedzenia do pojemnika na balkonie, przesypując je warstwami poszarpanych gazet albo jesiennych parkowych liści (zebranych zawczasu) i raz w tygodniu wiozłabym je na Ochotę, na działkową farmę kompostu założoną przez waleczną miejską ogrodniczkę - Jodie Baltazar. Najpiękniejszą osobę, jaką miałam ostatnio okazję poznać. Compost Farm na Rakowcu startuje w tym roku w niedzielę, 11 maja.

Jeszcze częściej korzystałabym z tego co rośnie w mieście za darmo, podążając ścieżkami wyznaczonymi przez Jodie i jej wspólników. Na balkonie posadziłabym jeżyny i truskawki, których sadzonki dostałabym od członków Nasiennej Armii Zbawienia. Kisiłabym regularnie kapustę. Poszłabym na ryby. Spróbowałabym przekonać swoich sąsiadów do założenia małego kolektywnego ogródka na terenie osiedla - właśnie staram się to zrobić.

Spróbowałabym podpiąć się pod warszawski darmowy internet.

A w wakacje wybrałabym się gdzieś, gdzie za pobyt mogłabym zapłacić własną pracą. Pociągiem, z rowerami. Tak jak zrobiliśmy tydzień temu, jadąc z Dzikiem do Małopolski, przy okazji testując niezwykle przyjemną ofertę TLK, która pozwala dwójce dorosłych osób podróżujących z dzieckiem do 16 roku życia dostać po 30% zniżki na głowę.

Dużo wcześniej kupiłabym też mocarny mikser.


Zrobiłabym więc wszystko to, co robię teraz.

***

Od kilku dni przez mój dom płynie strumień kontrahentów. Pomidory, nonszalancko wysiane w połowie marca do zardzewiałej brytfanki, wykiełkowały na bogato. Wymieniam je więc na jabłka, talerze, kolorowy papier do zabaw z nożyczkami, trampki dla Dzika albo punkty w Wymienniku. Przy okazji pielęgnacji tegorocznych siewek zebrałam trochę wiedzy na temat tego co się doskonale sprawdza w roli zastępczych doniczek. Kartony Tetrapack, półlitrowe pudełka po lodach Grycana, duże opakowania po jogurcie - to moi faworyci. Rolki po papierze toaletowym - kompletnie się nie sprawdzają, pleśnieją. Podobnie zresztą jak torfowe doniczki zakupione na przełomie marca i kwietnia w Lerła.

9 komentarzy:

  1. czy wiesz o podobnych inicjatywach w innych miastach? pixxie to tylko po angielsku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chodzi Ci o kompostowanie, czy o RSW?
      wiem, że RSW powstaje w Opolu - macza w tym palce Nashle, autorka bloga ekostyl.blogspot.com

      Usuń
  2. o RSW właśnie. trzeba będzie pogrzebać w sieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a skąd jesteś? może założysz u siebie pionierski RWS? myślę, że założyciele warszawskiego podzieliliby się know-how.
      ja sama miotałam się kilka miesięcy, chcieliśmy z kolegą odpalić w tym sezonie podobną inicjatywę, ale zabrakło nam determinacji. z tego co wiem najtrudniejsza rzecz to znalezienie gospodarstwa, które będzie miało na tyle zróżnicowaną ofertę, żeby kalkulowało się umówić tylko z nim, a jednocześnie wierzyło w powodzenie projektu. wśród rolników jest nieufność. zebrać chętnych odbiorców jest bez porównania łatwiej.

      Usuń
  3. małe sprostowanie: zniżki na bilet rodzinny w PKO jest aż 33% :)
    jeszcze żeby tylko PKP funkcjonowało trochę bardziej przewidywalnie, byłby to wymarzony środek lokomocji rodzinnej

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem z Katowic, chętnie przyłączyłabym się (jako odbiorca) do RSW. Zresztą do kompostu też.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. moment, gdy idee stają się rzeczywistościa - bezcenny:-) dziś P., koordynator warszawskiego RWS-u, przysłał nam umowę.
      a jak Wasza opolska struktura?

      Usuń