piątek, 29 marca 2013

124

Trochę mniej niż dwie doby do końca. W głowie mam spokój, którego nie zaburza nawet kolejna zapaść miksera - chłopak dopiero co został przywrócony do życia przez serwisanta (który twierdził, że zainstalował w jego wnętrzu części inne od tych, które są powszechnie dostępne na Allegro), a odmówił współpracy po kilku próbach zamieszania. Wiem już jaki będzie mój pierwszy zakup.

Po 12 miesiącach przyglądania się swoim potrzebom wiem które z nich faktycznie zasługują na realizację. Rok rezygnacji z natychmiastowego reagowania na pojawiające się w głowie impulsy zrobił swoje - świadomościowo cofnęłam się do czasów, w których nikt jeszcze nie słyszał o kolekcjach, które co kilka tygodni bombardują sklepy, w związku z czym wymuszają szybko-szybko decyzję. Gdy byłam w liceum, w domu towarowym który stał niedaleko szkoły, na piętrze z tzw. damską konfekcją wisiała kiecka. Chodziłam wokół niej kilka tygodni, nie mogąc się zdecydować czy zaczynać w domu negocjacje na temat jej ewentualnego zakupu czy nie. Kiecka cierpliwie wisiała, aż w końcu o niej... zapomniałam. Być może  regularnie miętolenie w dłoni jej żółtej materii sprawiło, że zdążyła w mojej głowie spospolicieć - bez kupowania.

Gdy nagle poczujesz, że chcesz kupić coś niezaplanowanego, wyjdź ze sklepu - radzą specjaliści - Poczekaj 30 dni, zrewiduj swoją potrzebę, a potem wróć. Jest spore prawdopodobieństwo, że wypatrzonej rzeczy już nie znajdziesz na wieszaku. Ale czy to faktycznie sukces?

Trudno mi uwierzyć że minął już rok. No, prawie, bez dwóch dób.

2 komentarze:

  1. Niesamowicie się ciebie czyta.
    Nie wiem czy byłabym w stanie podjąć się twojego wyzwania, ale dobrze, że zaczęłaś to opisywać, inspirując inne osoby.

    OdpowiedzUsuń