czwartek, 21 marca 2013

120

Środa - przeziębienie, które we wtorek zdawało się odpuszczać (dzięki temu udało mi się pomyślnie przejść bezgotówkową transformację fryzurową) wróciło. Leżę na kanapie, paruję, syn skacze mi po korpusie. Dzwoni telefon. W słuchawce męski głos, o piaszczystej barwie: - Dzień dobry, dzwonię z banku. Mam pytanie. Czy usiłowała pani właśnie dokonać transakcji na portalu edreams.com, płacąc za nią kartą kredytową. Jedenaście tysięcy złotych, trzysta.
- Nie.
- Nie próbowała pani? - nad piaskiem pojawia się chmura - Hmmm. Chwilę później miała miejsce kolejna próba: tym razem na tysiąc czterysta - to też nie pani?
- Nie.
- No i jeszcze wcześniej, w styczniu, ktoś próbował, z pomocą pani karty kredytowej, obstawić na czeskiej stronie zakłady sportowe. Czterokrotnie. - na piasek wdziera się płaska fala. - I dzwoniliśmy do pani. - Fala jest wykończoną strzępiastą grzywką. - Wiele razy dzwoniliśmy. - Cofa się. - Ale nie odbierała pani. To co, zastrzegamy?

(no nie odbierałam, fakt, myślałam, że to kolejna oferta kredytu/lokaty/funduszu - dowolne skreśl)

Robię w głowie przegląd transakcji z zeszłego roku. Były dwie, obie w internecie: płaciłam kartą za wynajęcie auta w Anglii i kupiłam z jej pomocą bilety do Helsinek. Karta jest też na stałe podpięta do Paypala, za pomocą którego regulowałam abonamentowe zobowiązanie wobec HomeExchange. To wszystko; karta, mimo że ma już prawie rok, praktycznie trwa w uśpieniu; roczne saldo które wystukałam z jej pomocą nie było dość wysokie, by znieść roczną opłatę za użytkowanie, którą bank właśnie przypieczętował pierwszy rok rozluźnienia naszyh wzajemnych kontaktów. To się zdarzyło pierwszy raz; nigdy wcześniej nie zostałam finansowo upomniana za brak aktywności:-)

Co za sanawabiczys! Spryciule, fundują sobie wakacje na cudzy kredyt - piszę internetowym koleżankom w zaprzyjaźnionym kąciku netu, jednocześnie fantazjuję próbując sobie wyobrazić kim jest i gdzie się wybiera ktoś kto próbuje do sfinansowania własnego odpoczynku użyć zestawu numerów który należy do kogoś innego. Jest samodzielny czy korzysta ze zorganizowanego wypoczynku? Marzy mu się snorkeling na Malediwach? Wycieczka statkiem na Galapagos? Kurs hiszpańskiego w wiosce nad jeziorem Atitlan? "To się nazywa chichot losu" - odpisuje jedna z nich - "za twoje oszczędności z eksperymentu wysłać się (wysokoemisyjnym samolotem) na konsumpcyjną orgię na egzotycznej plaży gdzie drinki podają w kokosach zbieranych przez dzieci."

Trudno o bardziej symboliczne zakończenie rocznego cyklu ograniczenia konsumpcji, czyż nie?

Po odbębnieniu procedury zastrzegania piaskowy głos pyta mnie o to czy życzę sobie nową kartę: - Proszę zadzwonić więc na infolinię. A ja życzę pani miłego dnia.

Wyjątkowa, nierówno oszlifowana barwa konsultanckiego głosu sprawia, że ochoczo odbieram następny telefon z mojego banku . Tym razem dzwoni kobieta - energiczna, familiarna: - Nie potrzebuje pani przypadkiem kredytu konsumpcyjnego? - pyta radośnie.

Wiosno, nadciągaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz