czwartek, 14 marca 2013

117

Finał już za 18 dni? Niemożliwe!

Perspektywa finiszu sprawia, że postanawiamy wreszcie wykorzystać dwa bilety do kina, zakiszone przez byłego pracodawcę R. na karcie ze skoncentrowaną kulturą, przydzielaną pracowników w ramach tzw. benefitów. Wieczorem przyjeżdża A., a my celebrujemy pierwsze od roku wychodne z tzw. celem. Femina, Dzień Kobiet - dopiero później dociera do mnie że nawet moje rozrywkowe wybory mają wyraźny kierunek.

W kasie okazuje się, że korporacyjna karta z Feminą nie współpracuje. Jeden bilet kosztuje 18 zł. Nie zastanawiamy się ani chwili; blisko 70-letnia Femina może lada moment zostać starta z kulturalnej mapy Warszawy, na cztery sale kinowe w podziemiach potężne przedwojennej kamienicy przy Al. Solidarności ma chrapkę koncern Jeronimo Martins, ojciec wszystkich Biedronek w Polsce.

Sala jest niemal pusta. Oprócz nas: jakieś sześć osób. Reżyserka, Maria Sadowska, w wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówi, że Dzień Kobiet jest filmem o systemie w jakim wszystkim żyjemy. Prymitywne techniki szkoleń, pampersy, trup leżący w otwartym sklepie, poronienie przy inwentaryzacji, pogróżki - to co najbardziej poruszające, wydarzyło się naprawdę. Można o tym było przeczytać nie tylko w gazetach, ale i w sądowych aktach. W necie czytam wypowiedź Marii Sadowskiej: Konsultowaliśmy każdy detal scenariusza z prawnikami.

Więc Femina (kontra Biedronka), Halina (kontra Motylek), 36 zł. Grzech, owszem. Ale w jakim stylu!

***

Dziko wkracza w kolejny etap rozwoju. Są widoki, są perspektywy - na zerwanie z ciągłym praniem pieluch. Poproszę szampana.

1 komentarz: