niedziela, 17 lutego 2013

111

W sobotniej Gazecie Wyborczej (luksus, którego nie potrafię sobie odmówić) czytam o prezydencie Nowego Jorku, Michaelu Bloombergu, który właśnie zapowiedział krucjatę przeciwko kubkom i pojemnikom ze spienionego polistyrenu, używanym do transportowania gorących napojów i dań na wynos. Jeśli tak się stanie, Nowy Jork dołączy do miasta Portland, kalifornijskiego hrabstwa Orange oraz Tajwanu - pionierów w uwalnianiu się od styropianu. Czy miasto, które wykreowało kult picia kawy na ulicy, potrafi ten kult trwale zmodyfikować? Przegnać nie tylko styropian, ale i powlekany woskiem i plastikiem papier?

Wściekły ranek. Ciemno jeszcze, mroźnie. Peron na warszawskim Dworcu Centralnym jest pełen podróżnych. Przytupują, kulą się, siorbią z papierowych kubków ozdobionych logotypami dwóch największych potentatów na warszawskich rynku kofeiny na wynos. Świeżo odnowiony pasaż nad peronami został podzielony między gigantów: amerykański Starbucks i brytyjski Coffee Heaven mają punkty tuż obok siebie. Przez każdy z nich przepływa strumień zaspanych podróżnych. Mało kto siada przy stoliku; naparstek kofeiny, chmura pachnącej mlekiem pary, dłoń, która zgarnia z blatu papierowy kubek. Tam gdzie jest ruch, rozkwita kultura jednorazowych opakowań.

Trudno jednoznacznie uznać, kto jest autorem zjawiska „kawa na wynos”. Wiadomo, że już w XVI wieku kawiarnie w Damaszku oferowały co bardziej niecierpliwym klientom napoje w drewnianych naczynkach. Z kolei biało-niebieska Anthora, pierwszy jednorazowy kubek na kawę, zaprojektowany przez Lesliego Backa, pojawiła się w nowojorskich barach już w 1963 roku. Dziś wciąganie kofeiny na ulicy, w biegu między metrem a biurem, tak bardzo kojarzy się z nowojorskim stylem życia, że w 2012 roku "New York Times" umieścił Anthorę wśród 50 przedmiotów, które zmieniły historię tej metropolii.

 (Kłopotliwa miejska legenda - papierowy kubek Anthora, źródło: sprudge.com)

Można się oczywiście spierać o to czy Anthora ponosi odpowiedzialność za rozkwit kłopotliwego dla środowiska obyczaju picia kawy w biegu czy nie. Ten czysto użytkowy, nie naznaczony niczyim logotypem przedmiot w szczytowym momencie swojej popularności był produkowany w ilości 500 milionów sztuk rocznie. Z czasem został jednak zepchnięty z kontrowersyjnej pozycji głównego generatora okołokawowego śmiecia w stanie Nowy Jork. Zdetronizowały go papierowe i styropianowe kubki z logo popularnych sieciówek serwujących macchiato za 3 dolary. Gdy pod koniec lat 90. drobniutka, wbita w wysokie obcasy Carrie Bradshaw zaczęła przemierzać plenery "Seksu w Wielkim Mieście" z latte w dłoni, ikoną nowojorskiego stylu stał się wielki biały kubek z zielonym logo, a Anthora poszła w odstawkę.
Biało niebieski papierowy kubek z napisem "We are happy to serve you" wciąż jest produkowany, ale nie jest łatwo go znaleźć. Jego wielbiciele wymieniają się adresami miejsc w których wciąż leje się gorące napoje do Anthory. Te miejsca to na ogół małe deli, sklepiki, kawiarnie, o których można powiedzieć wszystko poza tym, że są modne, za to porcje rozwodnionej americany na wynos sprzedają za niespełna dolara.
Dziś tylko jeden z głównych graczy na międzynarodowym rynku sprzedaży kawy z pianką, czyli Starbucks, zużywa rocznie 4 miliardy jednorazowych kubków (wg Forbesa). Ale o co chodzi? Przecież dbamy o środowisko - deklarują PR-arowcy Starbucksa - już od dawna nie używamy styropianu, tylko papieru! Papierowy kubek jednak wcale nie jest lepszym rozwiązaniem niż styropianowy. Wykonany z celulolozowej miazgi, pokryty woskiem albo plastikiem (PE) nie jest, rzecz jasna, tak toksyczny jak jego kuzyn ze spienionego polistyrenu, ale rozkłada się równie opornie. Do tego jest 2,5 raza droższy i wyjątkowo łapczywy; proces jego produkcji zużywa dwukrotnie więcej wody, 12 razy tyle pary i 36 razy więcej prądu.

Alternatywą mógłby być jednorazowy kubek biodegradowalny - opatentowany przez australijską firmę Planetware PLAnet Cup. Jest pociągnięty nie plastkiem, ale biofilmem o organicznym pochodzeniu. Można go wyrzucić na kompost. Biały, idealny pod zielone logo. Można by też spróbować zaadaptować ceramiczną czarkę z nieszkliwionej, surowej glinki - wykorzystywaną w hinduskich pociągach do dystrybucji gorącego ćaju. Hindusi po jej opróżnieniu na ogół wyrzucają ją przez okno, prosto na tory. Brutalne? Okruchy wypieczonej glinki są dla środowiska mniej szkodliwe niż styropianowa kasza.

Nie życzę źle Starbucksowi, chciałabym jednak, żeby zamiast trwonić pieniądze na budowanie swego zielonego wizerunku, poszukał rozwiązania które pogodzi interesy wszystkich zainteresowanych:  koncernu, klientów i środowiska. A dopóki najwięksi światowi gracze nie zassają nowych rozwiązań, pozostaje tzw. praca u podstaw. Wciągajmy espresso za 3,5 zł przy barze (spróbujcie poprosić włoskiego operatora ekspresu, żeby przelał kawę do papierowego kubka:-)) albo tankujmy duże latte do własnych termicznych kubków. Wyobrażacie sobie Carrie Bradshaw defilującą Piątą Aleją z stalowym kubkiem Sigga w dłoni? 

Fajnym sposobem na wyrównanie ekologicznego rachunku jest notes, wyprodukowany przez Christin Ripley - wśród okładek wyciętych z zużytych kubków można też wypatrzyć słynną Anthorę:


(źródło: inhabitat.com)


***

Styropian jest wszędzie. Ze polistyrenowej pianki robi się też tacki na porcjowane mięso, plasterkowane sery oraz oczyszczone, pokrojone warzywa sprzedawane w supermarketach. Styropianowe są wytłoczki, używane przez dostarczycieli jajek (nawet tych od szczęśliwych kur) i pudełka na żarcie na wynos - również w moim ulubionym wietnamskim barze na Chmielnej. Gdy upłynie moje prywatne moratorium na żarcie na wynos, zacznę do niego jeździć z własnym słoikiem. Tak jak robią klienci realizujący w barach mlecznych bony z opieki społecznej.

5 komentarzy:

  1. A wystarczyłby może prosty ruch: dodatkowa odpłatność za pakowanie w jednorazowe kubki lub opakowania, na tyle wysoka, żeby działała motywująco. Od kiedy jednorazowe worki stały się odpłatne w większości sklepów, zauważyłam, że widok płóciennej torby znów stał się dość częsty. Nie wiem tylko, jak to wygląda od strony prawnej, bo oficjalnie to chyba w gastronomii, w strefie przygotowania jedzenia, tak kubek klienta nie ma prawa się pojawić, bo jest potencjalnym źródłem skażenie epidemiologicznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Worki - tak.
      Z kubkami i naczyniami w gastronomii chyba nie ma problemu; w USA kawowi potentaci zachęcają do przychodzenia z własnymi naczyniami, proponując klientom zniżki. W polskich barach mlecznych (ale nie tylko) wielokrotnie widziałam klientów z własnymi pudełkami (np. po lodach). Kiedyś na zakupy do warzywniaka chodziło się ze słoikiem na ogórki kiszone:-)
      Ale odpłatność za naczynie - zgadzam się, mogłoby pomóc.

      Usuń
  2. dziekuje za zwrócenie uwagi na te kubki i styropiany, staram się żyć jak najmniej toksycznie, cenna informacja
    pozdrawiam i wiernie czytam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi ostatnio w Coffee Heaven nie chcieli wlać do mojego kubka. Ciekawe jak jest w Starbucksie, kiedyś sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń