wtorek, 12 lutego 2013

109


Przedzieram się z mozołem przez książkę Colina Beavana. Z mozołem, bo "No Impact Man" jest dowodem na to, że da się ukatrupić najpiękniejszą ideę; wystarczy że za jej propagowanie zabierze się nieodpowiednia osoba. W jednym z rozdziałów autor opisuje swoje doświadczenie z nigeryjskim wynalazkiem do przechowywania szybko psującej się żywności. Afrykańska lodówka, czyli pot in the pot, składa się z dwóch włożonych w siebie donic, przedzielonych warstwą wilgotnej glinki. Włożone do środka żarcie, takie jak świeże mleko, korzeniowe warzywa, owoce, jadalne zielsko ma szansę przetrwać dłużej niż jedną dobę (przeciętny czas życia liści szpinaku w Nigerii). Pot-in-the pot nie zdaje na Mahattanie egzaminu; gdy Beavan umieszcza w nim na próbę mleko, kwaśnieje ono tak samo szybko jak to zostawione na stole.

Wspinając się na Turbacz, rozmawiamy z A. o korzyściach płynących z posiadania rzeczy zasilanych energią pochodzącą ze spalania ropy (wciąż, głównie). Pralka. Lodówka. Zmywarka wreszcie. Mikser. Bohaterowie żmudnej codzienności, wspólnicy w procesie kobiecej emancypacji, przyjaciele nasi wierni.

Gdy zaglądam dziś do mojej lodówki, żeby dokończyć robienie obiadu, w szufladzie odkrywam paczkę liści szpinaku o niezidentyfikowanym wieku. Kupione nie-pamiętam-kiedy w Tesco, wciąż wyglądają nieskazitelnie. Nieśmiertelnie wręcz. Wczytuję się w etykietkę. Data eksponowania: 21.01.2013. Czy szpinak z Tesco, przeniesiony z lodówki do pot-in-the pot, utraciłby swą nieśmiertelność?

***

Www.oroeco.com - aplikacja do prześwietlania producentów i dostawców usług (czy zielony? czy etyczny? jak bardzo zielony, a w jaki sposób etyczny?), a jednocześnie platforma społecznościowa. Intryguje mnie; czy jej twórcom uda się rozkręcić modę na świadome kupowanie?

4 komentarze:

  1. a jak myślisz czemu im nie zadziałała ta "lodówka"? coś źle zrobili?

    mnie w ogóle dziwiło (oglądałam film, nie czytałam) czemu przeszli tylko na wegetarianizm, a nie na weganizm, skoro miało być "no impact". nie rozumiem czemu w jednych działaniach stosować półśrodki a w innych iść w ekstremum (siedzenie po ciemku i marznięcie w kurtkach pod kołdrą, zwłaszcza gdy w domu jest dziecko)

    OdpowiedzUsuń
  2. W dwa wieczory przeczytalam prawie caly blog i jestem pod wrazeniem calego eksperymentu i waszej wytrwalosci. Zostal wam tylko miesiac. Ciekawa jestem jak bedziesz za nastepny rok wplyw tego eksperymentu na wasze codzienne zycie..?
    No i mam nadzieje, ze nie zakonczysz pasania bloga po 1 kwietnia?
    Pozdrawiam Nika

    OdpowiedzUsuń
  3. zabraklo slowa oceniala: jak bedziesz oceniala za nastepny rok wplyw eksperymentu....:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Omułku, nie jestem pewna skąd lodówkowe rozczarowanie, ale mam podejrzenie że ma to związek z wysoką wilgotnością powietrza na Manhattanie. Przeczytałam, że agregatem chłodzącym tego ustrojstwa jest wilgotna tkanina, którą przykrywa się od góry donicę. Woda parując sprawia, że temperatura pod płachtą spada - a woda może efektywnie parować w suchym, dobrze wentylowanym pomieszczeniu.
    Co do zasad państwa Beavanów - nie mam takich przemyśleń jak Ty. Dali z siebie tyle ile byli w stanie, nie jestem fanką auto-zamordyzmu:-)

    Nika, cieszę się, że tu trafiłaś. Ostatni miesiąc jest trochę jak przednówek przed nadejściem wiosny. Już wiemy co nam pasuje, a co uwiera - też jestem ciekawa ile z wypracowanych przez ten rok rozwiązań zostanie z nami na dłużej.
    Pisać zamierzać dalej, pewnie.

    OdpowiedzUsuń