wtorek, 20 listopada 2012

80

Najpierw zauważam spódniczkę, z wyjątkowo cienkiej jak na tę porę roku, tkaniny. Kawowa, w śmietankowy rzut. Potem musztardowe rajtuzy na zgrabnych nogach. Wreszcie buty. Mają, zdaje się, że najmodniejsze w tym sezonie obcasy (pamiętam swoje zdziwienie, gdy jakieś 10 lat temu odkryłam, że butowy obcas przechodzi transformację z każdą zimą), cholewki ze skóry w kolorze whisky, mankiety z kożuszka. - Panna muszkieterka. - rzuca R. On też zwraca uwagę na fińską dziewczynę dziarsko wystukującą obcasami rytm na kolejowym peronie. - Biegnij za nią, zapytaj gdzie kupiła! - droczy się ze mną - Kup sobie. Kup. Poekscytuj się trochę. Wygeneruj napięcie. Twoja antykonsumpcyjna konsekwencja staje się nudna.

Asceza jest nudna, fakt. Ale też - na nowo - trudna. Od kilku dni telepie mną niemal codziennie. M., jedna ze wspólniczek w minimalistycznym doświadczeniu (będzie można o nim przeczytać już jutro) opowiadała mi, jak na początku eksperymentu każdego dnia przed zaśnięciem wyświetlała sobie w głowie obraz, na którym idzie ulicą, w nowej kiecce, w nowych butach, z rozwianym włosem i delikatną muzyczką w tle. Też tak mam; tylko że zamiast kiecki wizualizuję sobie drewniany moździerz z Muji.
Może to brak światła? Może to gęsta przedświąteczna atmosfera, rozcieńczone w powietrzu zakupowe feromony? Oddycham, więc kupuję. Albo: nie jestem w stanie uciec od myślenia o kupowaniu.

Rzeczywistość to ciągła próba. Dostaję wiadomość od A.: Wspólne zakupy? Do mojej mejlowej skrzynki, którą w kwietniu w pocie czoła owinęłam antyspamowym drutem kolczastym, znów zaczynają wpełzać niuslettery - zachęcające do zakupów. Kup jedną parę butów, drugą dostaniesz za 50% (Pediped), Już czas poszukać prezentów! (Allegro), Amerykańskie święto przecen już w Polsce! (Li Parie). Black Friday doczołgał się w końcu i do nas. Moje ulubione forum puchnie od handlowych ogłoszeń; wśród stu najświeższych wątków połowa ma jawnie merkantylny charakter (sprzedam, kupię, wymienię, specjalna świąteczna oferta!), a kolejne dwa tuziny to dyskusje na temat tego co, gdzie i jak kupić. My, matki z różnych stron Polski i świata, zebrane pod wirtualnym sztandarem bliskości z naszymi dziećmi, partnerami, światem, umawiamy się tu na nocne zakupy w Tesco, skarżymy na wysokie ceny przesyłek w Pieluszkarni, rozkminiamy czym jest feed deposit w Amazonie, dyskutujemy o wyższości chrupek nad innymi materiałami do wysyłkowego pakowania kruchych przedmiotów. Niby już jesteśmy syte, a wciąż głodne.

A., która jest moim prywatnym wzorcem rozważnej, acz zaangażowanej antykonsumpcji, wysyła mi linka do wywiadu o m.in. Loli, najmłodszej ambasadorce odzieżowej marki na świecie.

Black Friday czyli Czarny Piątek to początek weekendu tuż po amerykańskim Święcie Dziękczynienia, w trakcie którego supermarkety i centra handlowe w Stanach notują rekordowe obroty. To również oficjalny start świątecznego sezonu zakupowego. Ekstaza nie dotyczy jednak wszystkich; dla tysięcy obywateli USA Czarny Piątek jest dniem, w którym powstrzymują się z premedytacją od jakiejkolwiek konsumpcji. Buy Nothing Day jest również obchodzony w Europie oraz w Polsce - święto antykonsumcpji przypada u nas w sobotę po Czarnym Piątku. Czyli 24 listopada. Czy stać cię na to, żeby się powstrzymać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz