środa, 31 października 2012

77

R. z telefonem, ze zmarszczonym czołem szuka, niczym operator zaangażowanego dokumentu, odpowiednio ekspresyjnego kadru. W roli głównej występują: termometr z Muji, zaangażowany do roli strażnika trzydniowej warki, plastikowy kocioł z warką oraz radośnie rozbulgotany gaz, regularnie przeciskający się przez wodny korek.

R. z ołówkiem, cierpliwie zaznacza kształty rzuconych na ścianę, z pomocą mocnej lampy w projektorze multimedialnym BenQ, pożyczonym na tę okazję od przyjaciół, łodyżek wodnych roślin, zaprojektowanych kiedyś przez grafików pracujących dla francuskiej firmy Djeco. Czy samodzielne przekopiowanie i zmultiplikowanie wymyślonego przez kogoś ornamentu na własną ścianę to już kradzież intelektualnych dóbr czy jeszcze nie?

Z nożem, z posiniaczonymi przedstawicielami najnowszego kontyngentu trudnych* jabłek na blacie: - Skończył się kompot.

Przez większość czasu antykonsumpcja nam zdecydowanie służy.



Dzikowi również.

* - Dlaczego akurat ten kontyngent jabłek jest trudny? Bo odbierając je, odebrałam też lekcję - jak (nie) powinno wyglądać dawanie.

4 komentarze:

  1. Jak? (nie powinno wyglądać dawanie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż się nad tym zastanawiam; na pewno powinno być aktem zakładającym równorzędność partnerów.

      Usuń
  2. A może to po prostu Pożyczenie dóbr intelektualnych? ;)

    OdpowiedzUsuń