sobota, 27 października 2012

76

Tydzień na A. Angina. Amotaks. Analiza. Anemia.

Mobilizacja. Przegrupowanie żywieniowe; R. idzie do sklepu z listą, na której mleko migdałowe, amarantus, buraki, suszone morele, antrykot na rosół i polędwica. Przynosi nutellę: - To dla Dzika. - tłumaczy najpierw, ale chwilę później wyciąga oskarżycielski palec w stronę leżącego na okapie, zgniecionego niebieskiego opakowania po mlecznym ritterze. - Też sobie jakoś radzisz, co?

Państwowa służba zdrowia fachowo zaciąga krew z żyłki w zgięciu małego łokcia. Trzy ampułki erytrocytów, wiadro łez. - Z paluszka? Nie u nas, może prywatnie? - życzliwie podpowiada pielęgniarka.

Wszędzie gdzie się pojawiamy, Dziko dostaje do rączki okrągłą naklejkę. Wysypują mi się z torby, jak konsumpcyjne drogowskazy, rozsypane ręką farmaceutów w lesie okruszki, które doprowadzą nas do zdrowia; elektrolity, witaminy, probiotyki, tran taki i śmaki, antykaszel w syropie, odporność w syropie, rozcieńczalnik na matczyne poczucie winy, też w syropie. Chłopczyk uszczupla przychodniane zasoby zabawkowe, przemyca w fałdach koca dwa plastikowe klocki, z którymi codziennie zasypia.

****

R. odkrywa, że moja kołudzka eskapada upośledziła geometrię kół w naszym fordzie. Przy okazji wizyty w warsztacie wymienia, oprócz amortyzatorów, szereg innych komponentów. Mechanik kasuje 2300. Ałć. Nasze 10-letnie auto, kupione w roku zaślubin M. i G. pochłania coraz więcej forsy, ale każdy kolejny kosztowny upgrade sprawia, że, coraz trudniej się z nim rozstać. - Bo wiesz, teraz właściwie nie ma w nim czego naprawiać. - tłumaczy mi R.  Po czym wsiąka między strony z ofertami skandynawskich dealerów.

Okazuje się, że przeszarżowaliśmy z oceną swych piwowarskich umiejętności. Ogarnięcie zestawu, który kupiliśmy w internecie, nas przerasta. Jedziemy do Piwowara na Żoliborzu; fachowa sprzedawczyni unosi lekko brwi gdy przyznajemy się, że naszą przygodę z domowym warzeniem zaczęliśmy od zakupu surowców do samodzielnego zacierania: - Przywieźcie to tutaj, odkupię od was i sprzedam dalej, a sami weźcie jakiś prosty brew-kit. Odmierza zestaw ingrediencji, wysyła na skrzynkę dokładną instrukcję. Brzeczka jest już gotowa, czekamy właśnie aż ostygnie, żeby dodać drożdże.

Z krakowskich odwiedzin w Muzeum Etnograficznym przywozimy trzy paczki tajemniczych nasion - upominek dla każdego zwiedzającego wystawę "Dzieło. Działka". Bilet: 7 zł

Oglądamy najwęższy dom świata - zbudowany przy Chłodnej 22 dla Etgara Kereta. Spodziewam się designerskiej trumny, a zaskakuje mnie świetliste, niemal transparentne wnętrze. Pod prysznicem stoi mikrokibelek (Roca), na antresoli leży najwęższy materac na rynku (Sultan z Ikei), pod blatem wykończonym jednopalnikową płytą indukcyjną i zlewem, w którym spokojnie da się umyć nawet garnek po rosole, wciśnięto lodówkę turystyczną. Żółte krzesło, pomarańczowy puf i kulkowy wieszak Eamesów. Idealna jednostka mieszkalna czy chwilowa przechowalnia dla twórcy? Chciałabym przeczytać książkę napisaną w tym domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz