środa, 3 października 2012

70

Szaro, mokro, w pośpiechu, w towarzystwie - zamiast więc na rower, wsiadam w samochód i jadę do Śródmieścia. Kilka razy toczę się po kwadracie Wilcza, Marszałkowska, Hoża, Krucza - zero miejsc do parkowania. Gdy zadowolona z siebie, wciskam się między kwietnik a okazałego SUVa, okazuje się jednak że zostawiłam w dom portfel.

N.J., rezydentka oszałamiającego mieszkania w przedwojennej kamienicy, ze swobodą podcina mi włosy w salonie. To pierwszy kontakt mojej czupryny z fryzjerskimi nożyczkami od ponad pół roku. Nic nie płacę, ale podpisuję rachunek na 20 ALT, powiększony o "podatek", czyli daninę do puli wspólnych punktów - wystawiony przez N.J. w sieci. Zaciągnęłam w wymiennikowej społeczności usługowy kredyt i będę musiała go spłacić - produktami rąk mych lub umysłu, obecnością, czasem. Gdy uzupełniając swój profil, dochodzę do działu "oferty", długo się zastanawiam, co zaproponować. Mam niewiele konkretnych, twardych umiejętności.

O., która pokazuje mi jasne strony post-nianiowego kryzysiku, przywozi torbę cudownie kruchych jabłek o zafarbowanym na czerwono miąższu i dwa słoje jabłkowego musu. Zapach prześlizguje się między pokojami - To rok jabłkowej klęski urodzaju. - mówi moja rodzicielka. Czas więc zabrać się za cydr.


2 komentarze:

  1. Dziękuję za linka do Wymiennika!
    A co do hożo-wilczo-kruczego kwadratu to mogę powiedzieć, że nie udało mi się tam znaleźć miejsca do parkowania od dobrych paru miesięcy. Poddałam się. Jak już muszę się tam pojawić, to samochód jest ostatnią opcją.
    Nawet jak jestem spóźniona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny zdradliwy rewir to tereny za Domami Centrum. Napięcie towarzyszące polowaniu na wolną miejscówkę skuteczniej zniechęca niż parkometry:-)

    OdpowiedzUsuń