wtorek, 2 października 2012

69

Dziko kończy w tym tygodniu 2 lata. Pojawia się tortowa potrzeba. Ponieważ nie posiadam odpowiednich piekarniczych utensyliów, idę do K. po biszkoptową foremkę. Wracam z łupem pod pachą, przedstawiam go do akceptacji matce mej, która pod względem upieczonych w życiu tortów przebija Nigellę Lawson, Sophie Dahl i Lorraine Pascal razem wzięte. Jej spécialité de la maison: lekki tort z truskawkowym kremem, to jeden z najważniejszych smaków mojego dzieciństwa.
- A może wszystko zamówimy, co? - mówi. - Ja zapłacę.

***

Pierwszy hydraulik miał przyjechać o 8.00. Napisał esemesa, że mu się nie chce. Poczuliśmy wdzięczność, że mu się chciało nas o tym poinformować.

Drugi przyszedł około południa. Ponury, wymięty, w ciężkich butach, za nim chmura.
- Gdzie ten problem? - warknął i kazał się prowadzić do łazienki. Dostrzegłam błotnistą ścieżkę odciśniętą na podłodze - jeden odcisk podeszwy za drugim i próbując nieśmiało zastosować taktykę wypracowaną przez izraelskich negocjatorów, sformułowałam absurdalną potrzebę: - Chciałabym aby zdjął pan buty.
Hydraulik się odwrócił. Nawałnicę miał w oczach. Wycedził komunikat: "Hydraulik, zgodnie z przepisami BHP, nie może pracować bez obuwia!" I wyszedł.

Trzeci, wydzwoniony w międzyczasie przez R., wpadł ok. 14. W średnim wieku, czarnej koszuli na wydatnym brzuchu, garniturowych spodniach, bez skrzyneczki z narzędziami. Na buty nie ośmieliłam się spojrzeć: - Nic tu nie ma do roboty! Nic! Nic! - zaczął chrypiące staccato, gdy doniosłam mu wreszcie kieszonkową latareczkę, którą mógł poświecić w szyb. - Ten pani mąż do mnie wydzwania! Spokoju nie daje! A tu nic! Nic nie będę robił, 50 zł się należy.
- Ale za co?
- Za dojazd.
- Skąd?
- Jak nie za dojazd, to za weryfikację!
Za weryfikację zaproponowałam 20. Rzucił kilka obelg i wyszedł.

Pierwszy, drugi i trzeci hydraulik miał wymienić 8 śrub. Kwadrans roboty, 200 zł.

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam robić torty. Gdybym zapisała się do tej wymiankowej społeczności, to chyba byłaby moja pierwsza usługa :)
    Pozdrawiam i będę wpadać.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawy blog. z radością doczytałam dziś, że jesteś (waham się, czy wypada tak po imieniu, ale czytając Twojego bloga czuję się, jakbym Cię trochę poznała)tak jak ja mieszkanką Sielc:) pozdrawiam serdecznie, sąsiadko!
    czytam z przyjemnością, myślę o tym co piszesz, podpatruję. Mój sposób na prawie nierobienie zakupów to ograniczenie się niemal w 100% do jednego skleplu. Jak kupuję wyłącznie w naszym tesco na czerskiej, co ogranicza mocno wszelkie pokusy, bo tu nie ma prawie nic. Nie bywam w supermarketach, nie kupuję w sieci. jedyne dwie rzeczy, których nie moge do końca opanować, to książki i ciucholandy. ale też staram się kupowac na wakacjach, w tańszych szmatach niż warszawskie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, nie bardzo rozgryzłam zasady publikacji komentarzy i właśnie widzę, że jestem tu "Anonimowy" - a tymczasem mam na imię Marta:)

      Usuń
  3. Clatite, będę pamiętać! Tym razem tort robi moja mama; biszkopty upiekłyśmy dziś, właśnie stygną.

    Marto, imienniczko-sąsiadko:-) - witaj, rozgość się!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainspirowani Twoim opisem wybraliśmy się dziś na jabłka na siekierkowskie opuszczone działki. Zbiór dobry, choć aż serce się ściska, ile jabłek juz zgniło pod drzewami. Znaleźliśmy też winogrona:) Masz jakiś dobry patent na przetwory z jabłek? Oprócz szarlotki do konsumpcji zaraz, natychmiast?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam:)
    1. ocet jabłkowy (taki domowy może być używany, jeśli stoi w lodówce, 2-3 miesiące
    2. cydr - na przyszłe lato jak znalazł
    3. mus/ prażone jabłka - na szarlotkę
    4. chutney jabłkowo-cebulowy, na pikantne, albo delikatniej, jabłko z dynią

    mąż esperymentuje z jabłkową wariacją kechupu
    D.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Marto, jestem przetworową amatorką, potrafię zrobić kilka rzeczy. Z jabłek siekierkowskich robiłam szarlotkę, kompot (odmierzany hektolitrami) i wyciskany brutalnie sok. Octu mi trzeba, więc plon z kolejnego wyjazdu zapewne pójdzie na konto octu.
    Gdzie znalazłaś winogrona:-)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za porady! z przetworów na razie umiemy zrobić ogórki kiszone, w zesżłym roku skutecznie unicestwiliśmy wiele kilogramów papryki, cukinii a nawet pigwy:( choć podobno nie da się zepsuć pigwy... Co do jabłek - marzą mi się takie jabłka w słoiku, nie w formie musu, ale z zachowaną konsystencją, żbey były kawałki... no i drugi problem - ile dac im cukru,żeby nie spleśniały ale nie były wstrętne...
      winogrona znaleźliśmy na taki jakby wale, którym biegnie ścieżka. On łączy trasę siekierkowską z ulicą chyba Bluszczową? no tam podchodzi pod kopiec. I to miejsce jest bliżej trasy Siek. jakbys szła od strony trasy, w pewnym momencie jest takie miejsce obrośnięte czerwonym dzikim winem, a kawałek dalej trzeba zejśc na dół w stronę - hm, zachodnią od wału, a winogrona włażą na jabłonkę:) nie wiem dobrze jak to wytłumaczyć, ale mam nadzieję, że znajdziesz.
      Octu nie chcę, bo moi rodzice produkują na potęgę i mam hektolitry octu w domu, aż nie wiem co z nimi robić.
      pozdrowienia poniedziałkowe po weekendzie zbieracza:) polecam wszystkim zamrażanie natki i szczypiorku, wczoraj rwałyśmy z koleżanką mega bukiety natki, w domu do pudełka i do zamrażarki - pudełko natki po litrowych lodach starcza na cała zimę:)

      Usuń
  7. Marta, lubię ten tekst: http://dziecisawazne.pl/plody-betonu-i-asfaltu/ i ukuty przez Agnieszkę związek frazeologiczny też lubię.
    Wybieram się w weekend na rajskie jabłuszka. Wypatrzyłam też ostatnio, zjeżdżając Spacerową, czarne bzy - tylko czy nie jest już na czarny bez za późno?
    Przy wejściu do Łazienek, od strony Gagarina, też rośnie kilka owocowych drzew. Zawsze, gdy tamtędy przechodzę, zastanawiam się kto je sadził - i czy ku wzrokowej uciesze, czy z praktycznych pobudek?

    OdpowiedzUsuń