poniedziałek, 3 września 2012

58

Sierpień miesiącem rozpusty. Żarcie: 965, zapasy higieniczne: 122, zdrowie: 527, przyjemności: 21, tygodniowe słowackie wakacje (bez dojazdu): 1560. Pustka w lodówce i zamrażarce, naprawa auta, naprawa zęba, coś tam, coś tam  i znów pod koniec miesiąca rachunek krzyczy na czerwono.

Zdemaskowani i zainspirowani przez D., zaczynamy wspinaczkę po kolejnych stopniach wtajemniczenia w zakresie domowych żywnościowych procesów technologicznych. Ta drabina nie ma końca. Makaron, lody, kukurydziane nachos - tyle wyzwań przed nami.

Rzeczywistość wciąż jest równie niesforna co kiedyś; mimo przeczyszczenia, które zaordynowałam chałupie w czerwcu, wciąż nie kontroluję tego co się w niej dzieje i nic nie zanosi się na to, aby miało się to zmienić. Gdy jednak przez kilka dni nie mogę znaleźć żadnego z moich trzech pilników do paznokci, nie idę kupić czwartego. Przemawiam do niego czule, aż w końcu chłopak się znajduje. Nie, nie w zamrażarce, ale na jednym ze swoim licznych miejsc.

Zupełnie przypadkowo odkrywam granicę swojej własnej antykonsumpcji. Jest usypana z piasku, zmiennokształtna, porośnięta bujnym poszyciem o kędzierzawych, mocno pachnących liściach, owocującym na czerwono. Leży jakieś kilkanaście km w linii prostej od mojego mieszkania. Na Wisłą, tuż za ujściem młocińskiego kolektora. To Pomidorowa Wyspa. Choć obfitość, swoboda i determinacja kolonizujących ją psiankowatych budzi mój respekt, ich pochodzenie sprawia, że nie potrafię o nich myśleć w kategoriach spożywczych.

2 komentarze:

  1. To wy mnie zainspirowaliście:) jabłka z siekierek/ czerniakowa od początku sierpnia zbieramy: cydr jeszcze nie, ale 5 litrów octu się robi; poszła produkcja past z fasoli i soczewic, do chleba; makaron od jutra, po odebraniu z młyna pełnoziarnistej mąki w cenie o 70% niższej niż w ekosklepach; M. nie kupił nowego biletu, jeździ tylko rowerem (ja jestem mięczakiem)

    OdpowiedzUsuń
  2. ach, to Wy wyzbieraliśmy ostatnio wszystkie:-) R. pojechał w sobotę z własnoręcznie skonstruowanym ustrojstwem do zdejmowania jabłek prosto z gałęzi (kij do miotły plus opakowanie po jogurcie jako chwytak), ale mówił, że przydałoby się bardziej prześcieradło:-) trawa wyczyszczona!
    poproszę przepis na ocet jabłkowy.

    OdpowiedzUsuń