wtorek, 18 września 2012

64

Z Warszawy do Wlenia jest 469 km.
Autem jedzie się, przy dobrym wietrze na autostradzie, jakieś 7 godzin.
Pociągiem: minimum 17.
Wybieramy wygodę.

Mimo starań nie wychodzi nam konsekwentne minimalistyczne podróżowanie; przeszkód jest mnóstwo. Piwo, knedle ze śliwkami, fish&chips, basen, gorączka, pośpiech, wygoda. Może uda się w październiku, albo na przełomie grudnia i stycznia, gdy doprowadzimy do finału bardzo dobrze zapowiadającą się wymianę domów? Warszawa na wioskę pod Mediolanem. Samodzielny dom, z widokiem na jezioro Como i ośnieżone Alpy. Landszaft doskonały; zimowa bajka. ZaDarmo.

Wymiana domów to dla mnie kompletnie nowe terytorium, poruszam się po nim ostrożnie, po Brukseli, która zgasła tak szybko jak się zapaliła, staram się za mocno nie przywiązywać do kolejnych pomysłów, mimo, że wyobraźnia pracuje. Z Mariną znad jeziora Como jesteśmy po tzw. słowie, ale od słowa do ciała droga daleka - zwłaszcza w dziedzinie, w której decydującym czynnikiem jest wolna wola.

Listonosz przynosi zawiadomienie z sądu. Dzwoni domofonem, pytając czy podpiszę. - Pewnie! - wołam. Wręcza mi białą kopertę z pieczątką komornika z Gdyni. Windykacja, wezwanie do zapłaty (300 PLN, z czego ponad połowę zajmują metodycznie naliczane odsetki) , twardy i autorytarny prawniczo-skarbowy żargon. Zaległość z 2005 rok; przejazd bez bilety trójmiejską eskaemką. Na dowód, który został R. skradziony trzy lata wcześniej, podczas napadu. R. dzwoni do komornika, rozpłaszcza się na ścianie rozciągniętej przez sekretarkę; musi słać wyjaśnienia, gdyż instytucje państwowe, takie jak policja, sąd rejonowy i urząd skarbowy ze sobą nie współpracują. R. spędza resztę wieczoru szukając sądowych dokumentów, tłucze w klawisze, produkując pismo. Późnym wieczorem idzie do Tesko na przedwyjazdowe zakupy. Przynosi pampersy, ciska je na podłogę.

Żałuję, że zapomniałam kupić sobie w sobotę papierową Gazetę; to luksusik na jaki sobie od czasu do czasu pozwalam. W Gazecie Świątecznej Michał Figurski skarżył się, że przestał chodzić na suszi; sieciowa społeczność rozjechała go za to walcem. Na stronie GW widać zaledwie skrawek wywiadu Marcina Kąckiego; większość kryje się za pay-wallem, którym kilkanaście tygodni temu GW przysłoniła większość treści.
Dostępny jest za to tekst o tym, że Chińczycy szturmują japońskie sklepy i palą japońskie auta - w odwecie za zajęcie kilku spornych wysepek. Salony Hondy i Toyoty są efektowniejszym celem niż ambasada?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz