wtorek, 18 września 2012

63

- Stary, są aż trzy rodzaje pampersów! - krzyczy w autobusie jeden mężczyzna do drugiego. Musi krzyczeć, bo jest głośno; trzeszczy przegub, hałasuje skrzynia biegów, wyje silnik. Mężczyźni są rozdzieleni barykadą z dwóch wózków, w których śpią kilkutygodniowe dzieci; balansują nad nimi, trzymając się autobusowych uchwytów z transparentnego plastiku. Jeden z ojców zainwestował w spójny wizerunek; ma ładne buty ze skóry w odcieniu koniaku, spodnie z cienkiej wełny, marynarkę z aksamitnego sztruksu. Drugi jest wyposażony we wszystkie atrybuty szanującego się hipstera: nonszalancki, zapuszczony zarost, wayfarery, wystrzępioną chustę zamotaną wokół szyi, przydeptane trampki. To on tłumaczy koledze różnice między kilkoma typami produktu, którego nazwa stała się synonimem dla jednorazowej pieluchy: - Trzy! My kupujemy te z paskiem co zmienia kolor, gdy się robi mokro. Sucho - pasek jest żółty, siku - robi się zielony.

Podsłuchuję intensywnie. Gdy opowiadam w domu o pampersie, który wyręcza dziecko w sygnalizowaniu tego, że właśnie się zsikało, R. sarkastycznie stwierdza, że kolor nie wystarczy. Musi być sygnał dźwiękowy - najlepiej dwojga rodzajów.

Tak naprawdę jednak brak zaufania do prawidłowej oceny komunikatów wysyłanych przez własne dziecko nie jest nam obcy; towarzyszy pewnie każdemu debiutującemu rodzicowi i jest skwapliwie wykorzystywany przez producentów, którzy oferują urządzenia, które mają tę komunikację czynić łatwiejszą i jednoznaczną. W naszym domu nigdy nie było termometrów; gdy urodził się Dzik, pojawiły się cztery. Do mierzenia temperatury powietrza (wewnątrz i na zewnątrz), ciała oraz wody w wannie. To naturalne - można by powiedzieć, zwłaszcza na początku kontaktu z nowym człowiekiem, że nie ufa się własnym łokciom, dłoniom i odczuciu chłodu na odkrytej skórze. Naturalne?

Najbardziej zadziwiający gadżet rodzicielski, jaki kiedykolwiek widziałam to urządzenie, która tłumaczy co wyraża dany typ płaczu niemowlęcia. Uczucie pewności, że prawidłowo odczytuje się komunikaty wysyłane przez dziecko, kosztuje 200 zł. Jeśli posiada się iPhone'a albo inne urządzenie z rodziny Apple, można ją kupić za 4,99 dolara. Na tyle wyceniona jest działająca w ten sam sposób aplikacja, dostępna w App Store, która na Fejsbuku ma 3500 fanów. Czy to jeszcze potrzeba? Czy już ekstrawagancja?

[I jeszcze w temacie pieluchowym: Dzik od ukończenia 9 miesiąca życia ma z pieluchami jednorazowymi kontakt sporadyczny; w domu jego potrzeby są zabezpieczane z użyciem pieluch wielorazowych, jednorazówki zabieramy jedynie na wyjazdy. Sieć drogerii Rossmann, w której, aby ulżyć przeciążonemu konsumenckiego sumieniu, kupowaliśmy pieluchy częściowo biodegradowalne, wycofała się z ich dystrybucji w Polsce. Rossmann był jedynym sieciowym i stacjonarnym sklepem, w którym można było kupić pieluszki, które nie rozkładają się latami; na dużo mniejszej Litwie widziałam je na półkach supermarketów obok Pampersów, Huggiesów i spółki. Litewski konsument zasługuje na wybór?]

7 komentarzy:

  1. Szast, nie załamuj mnie, że nawet z Rossmanna je wycofali... Co prawda dzieć odpieluchowany, ale jednak serce mi krwawi, że upadł ostatni bastion, jakaś nadzieja, że może jednak się da. No szlag, no.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szlag. Zgadzam się. Jakiś protest:-)?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy mozesz mi na te litwie kupic te pieluchy??? plissss my chcemy 5 razy piec :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie mogę, obserwacja jest antydatowana:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieluchy bio rossmanna to było jednak naciąganie. Okazało się, że biodegradowalna jest folia (opakowanie), sama powierzchnia pieluchy, natomiast cały wkład pozostawał klasyczny (żele i inne absorbenty).

    Asia

    OdpowiedzUsuń
  6. Te pieluchy bio z rossmanna nawet jeśli nie były tak biodegradowalne jak podawali, to nie śmierdziały jak większość jednorazówek i były zdecydowanie bardziej przyjazne dla małych pup. Z miesiąc temu zorientowałam się, że tych pieluch nie ma na półkach w Wawie, udało się znaleźć kilka paczek w mniejzym mieście, gdzie widać były mniej popularne. A na co dzień u nas tetra i takie tam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jeszcze Bambo, Wiony, Molexy i insze, ale każą sobie słono płacić za czyszczenie konsumenckich sumień...

      Usuń