piątek, 14 września 2012

62

Pchli targ wg Władysława Kopalińskiego ma swój źródłosłów we francuskim określeniu "marché aux puces". Pchły (a zapewne i inni przedstawiciele rodziny owadów uskrzydlonych, nie potrafiących żyć samodzielnie) były zapewne gratisem dodawanym do każdego przedmiotu, który zmieniał właścicieli na olbrzymim paryskim targowisku w północnej części Paryża. Biegła w nadsekwańskiej mowie K. pisze mi, że we Francji nazwa ta wciąż ma wydźwięk pogardliwy, pejoratywny i używa jej się w odniesieniu do przestrzeni handlowych na których operuje się towarami z drugiej ręki o wyjątkowo kiepskiej jakości. W Polsce: wręcz przeciwnie.

Na sobotnim żoliborskim Pchlim Targu Projektów dla Dzieci widziałam w jednym miejscu tak dużo ładnych rzeczy o rękodzielniczym rodowodzie, jak nigdy wcześniej w Polsce. Pod oszklonym dachem Fortu Sowińskiego stanęło ponad 40 stoisk z ciuchami, zabawkami, książkami, gadżetami - produkowanymi przez polskich rodziców, w polskich okolicznościach, z tam-gdzie-się-da-polskich surowców. Kolektywne rodzinne kalendarze, lalki z wadą wzroku, spódniczki tutu, ręcznie robione szczotki do włosów - każda nisza niezagospodarowana przez koncern jest szansą na rozwój dla małego wytwórcy. Jeśli rozwój ten jednak zacznie wydawać dorodne owoce, koncern się o nie z pewnością upomni. Wyłuska je z niszy i wyeksponuje w honorowej loży. Opatrzonej tabliczką "masthew".

A. podesłała mi ostatnio linka. "To na nie miałam ostatnio ochotę" - dopisała. "Ale się powstrzymałam.". Wzorzyste, połyskujące leginsy to w sumie nic nowego. Te akurat, charakterystyczne, bo dość odważne wizualnie, są produkowane przez firmę należącą do Jamesa Lillisa, przedsiębiorczego Australijczyka, który gdy startował z szyciem ciuchów, nie miał dość forsy, żeby zainwestować w dobrą jakościowo bawełnę, więc zdecydował się na poliester. Gacie kosztują 75 AUD. Transport do Polski: dodatkowe 20 AUD. Drogo? Jest alternatywa. Na zdjęciach pokazujących jesienną kolekcję odzieżowego koncernu H&M  Lana del Rey ma na swych zgrabnych nogach coś, co podobnie jak gacie zaprojektowane przez Jamesa Lillisa wygląda jakby zostało wycięte z galaktycznego portretu zrobionego przez stację kosmiczną NASA. Przypadek? Czy może przemyślana rynkowa gra? Import idei może się wszak odbywać w obu kierunkach; z loży na bruk i z niszy do loży.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz