sobota, 8 września 2012

61

Dwa portale: gumtree.co.uk i tablica.pl, dwa działy: "freebies" kontra "oddam za darmo". Dwa konsumenckie kosmosy.

Tam zmywarka Boscha, tu lodówka Szron.
Tam sprawny projektor ścienny Pioneera i 32-calowy telewizor LCD, tu kineskop dla konesera. Zepsuty.
Tam sprawny Ford Fiesta z 2001 roku z ubezpieczeniem do końca miesiąca (właścicielowi się spieszy z oddaniem swego pierwszego auta, bo wyjeżdża z Londynu na kontynent), tu części karoserii Mercedesa 901.
Tam pocięte drewno kominkowe (oferent deklaruje pomoc przy załadowaniu), tu suche świerki na opał - w całości, z korzeniami mocno trzymającymi się ziemi, do samodzielnej wycinki przez beneficjenta
Tam porcelanowy serwis do herbaty, tu tuzin pojemników po lodach Algida. Pustych.
Tam darmowe strzyżenie, waxowanie, depilacja laserowa w salonie (w zamian za bycie królikiem pokazowym podczas szkolenia dla uczniów), tu instrukcja domowego manikiuru.
Tam nowiutkie meble z Ikei, stół z Habitatu, piękne duńskie fotele z lat 60., tu materac, który choć brudny i zniszczony, jeszcze się może przydać - na przykład na budowie.
Tam ziemia ogrodowa, żwirek do wysypywania alejek, tu potłuczone szkło z okien, zdarty ze ścian siding i gruz. Duuużo gruzu.
Tam błyszcząca nowością wanna akrylowa, tu cieknące akwarium.
Tam torebka Gucci, tu resztka lakieru do paznokci. 
Tam rower, tu ogłoszenie o skradzionym rowerze.

Wiem, że można oddać wszystko i potrzebować wszystkiego - gdy niegdyś sprzedawałam na Allegro archaiczny monitor od stacjonarnego komputera, zgłosił się po niego konstruktor rzeźb z elektrośmieci. Ale to co przekazuje się z rąk do rąk tam, znacząco różni się od tego, co zmieni właścicieli tu. Tam można, dzięki hojności anonimowych darczyńców umeblować mieszkanie tak, że będzie wyglądać jak z wnętrzarskiego żurnala. Tu: zaspokoić podstawowe mieszkaniowe potrzeby. Jeśli przekona się ofiarodawcę, że jest się najbardziej potrzebującym w gronie ubiegających się o dany przedmiot. I jeśli wcześniej tego samego nie zrobi zawodowy handlarz. Gdy zajrzałam kilka tygodni temu, w poszukiwaniu łóżka dla Dzika, na gratyzchaty.pl, po przeczytaniu kilku słupków próśb, dałam sobie siana z zamieszczaniem własnego zapytania.
"Potrzebuję tego łóżka, bo śpię z bliźniakami i jest nam ciasno".
"Bardzo proszę je ofiarować mojej córce, gdyż jej łóżko zostało zniszczone przez starszą osobę, która nie trzymała moczu".
"Ładnie proszę o łóżeczko, nie stać mnie na zakup". 

Kiedyś, gdy niemal symultanicznie meblowaliśmy z M. nasze świeżo nabyte mieszkania, znaleźliśmy w polskim necie sklep z retro meblami i akcesoriami. Vitra, Starck, Verner Panton, Arne Jacobsen z odzysku, ale też dużo anonimowego skandynawskiego wzornictwa z lat 60. i 70. Ponieważ akurat wróciłam z wizyty na największym pchlim targu w Europie, czyli z Braderie w Lille, naiwnie sądziłam, że pozyskałam wiedzę o antykwarycznych cenach w Zachodniej Europie. Piękno i solidna robota musi tyle kosztować - zapewnialiśmy się nazwajem, gdy spoconymi dłońmi klikaliśmy na bankowe zlecenia przelewów za zamówione w sklepie meble. M. kupił wtedy wyściełany gołębioszarą wełną fotel o retro-linii, ja - palisandrowy kredensik. Dziś, bogatsza w wiedzę o rynku sieciowych wystawek, zainwestowałabym raczej w polowanie na londyńskim Gumtree i prywatny fracht na kontynent. Albo otwarcie własnego okienka w necie z vintage-umeblowaniem.

A ceny wyszukanych mebli z historią można podejrzeć m.in. tu oraz tu. I jeszcze tutaj.

1 komentarz:

  1. Z używanym jest o tyle kiepsko, że nie wiadomo, ile wytrzymają takie meble. Jest taniej, ale pewności nie ma, czy trafia się na dobry towar. Co innego, jak nabywa się coś do wynajmowanego mieszkania, do swojego lepiej zainwestować.

    OdpowiedzUsuń