wtorek, 14 sierpnia 2012

52

Wakacje. Skwar. Basen. Awantura o kółko dmuchane. 
R., wściekły, nie w nastroju na jakąkolwiek dyskusję, sięga od razu po ciężki oręż:  - Czy chcesz odebrać naszemu synowi radość dzieciństwa?
 
Dzik, wodne dziecię zagarnia dla siebie całą nieckę basenu. Niecka nie wystarcza, więc zagarnia wszystkie dmuchane kółka, które znajdują się w zasięgu jego rączek. Te, które unoszą się na wodzie i te, które leżą na trawie, cudzych kocach, wyglądają na chwilowo osierocone. - Niech weźmie – mówią łagodnie słowaccy rodzice małych posiadaczy kółek. Więc chłopczyk nasz bierze. Rzuca się z nim ekstatycznie do wody, tapla się, chlapie, okręca i próbuje płynąć. Sam. On, wielka woda i kółko. Niezbędne. Absolutnie. Ale na basenie nie można kupić kółka. 

Można za to kupić czerwoną granitę. M. wysyła O., chłopak przychodzi ściskając oburącz cztery plastikowe kubeczki z lodową kaszą podbarwioną na czerwono. Zerkam w jego stronę ze dwa razy; miga mi w głowie własne dzieciństwo – kompletnie wyczyszczone ze wszystkich konsumpcyjnie grzechów. Jest mi smutno i wiem, że gdyby moje dziecko zachciało w tym momencie granity, nie byłabym w stanie mu odmówić i zaproponować w zamian wody z bidonu. 
Ale Dzik ma granitę gdzieś, pluszcze się w wodzie z chwilowo zagarniętym kółkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz