sobota, 14 lipca 2012

46

M. żyje z rodziną na wsi pod wschodnią granicą Polski. Kilka tygodni temu urodziła córkę, gdy przywiozła ją do domu, zaczęli wpadać sąsiedzi. Ponieważ tam, gdzie mieszka M., do debiutującego na świecie człowieka nie wolno przyjść z pustymi rękoma, dziewczynka została zasypana... ale nie prezentami, tylko żywą gotówką. Odwiedzający wciskali banknoty matce do kieszeni, a dziewczynce pod poduszeczkę. 10, 20, 50 zł; proporcjonalnie nie do dochodów, ale do stopnia zażyłości. Żywa gotówka, ten najbardziej podstawowy z prezentów, spełnia jednak w społeczności M. jeszcze jedną rolę. Używa się jej jako rekompensaty za otrzymaną przysługę. Wszystko ma swoją cenę: podwózka do kościoła, do urzędu, porąbanie drewna, zrobienie zakupów sąsiadce.

K. mieszka pod Warszawą. Ma stary dom, ogród, w ogrodzie kawał trawy. Zapragnęła mebli, które mogłaby na tej trawie postawić. Nic wymyślnego; drewniane fotele, na których rozsiądą się przyjaciele, stół, na którym będzie można postawić szklanki z mohito. Z miętą z własnego ogrodu.
K., gdyby nie narzuciła sobie konsumpcyjnych ograniczeń, zapewne pojechałaby do Castoramy. Przywiozłaby meble, rozpakowałaby je i po sprawie.
Stało się jednak inaczej. Meble same do niej przyjechały. Ktoś postanowił jej je podarować, bo przestały mu być potrzebne. Ofiarodawca sam je przywiózł, rozpakował, skręcił. Czy K. powinna się jakoś zrewanżować ofiarodawcy?

Niemal codziennie doświadczam życzliwości ze strony świata. Przyjaciele, których odwiedzam, dzielą się ze mną warzywami i kwiatami, które dostali od rodziców - szczęśliwych członków działkowego plemienia. W paczce, która przychodzi od jednej z mych wymiankowych kontrahentek, znajduję zapas morskiej soli. Ktoś bezinteresowanie pożycza rowerek biegowy naszemu synowi, ktoś inny proponuje, że podzieli się ze mną zapasem pudru mineralnego.
Wzrusza mnie uważność ludzi wokół mnie. Czuję wdzięczność, przełamaną lekkim zakłopotaniem. Wiem, ż chwilowo nie mogę nic zaoferować w zamian (może poza punktami karmy - K., dziękuję za inspirację!) i cholera, nie jest to wygodna świadomość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz