piątek, 13 lipca 2012

45

Są rzeczy, które się nie zmieniają. Akwarium ze zrezygnowanym glonojadem, paprotki na ścianach, książki w foliowych obwolutach ustawione w alfabetycznym porządku na drewnianych regałach. Cisza, rozpięta między ścianami. Karta - najważniejszy dokument. Określony regulaminem czas korzystania z książki i demoralizująco niska opłata za jej zbyt długie przetrzymanie.
Cała reszta się zmieniła. Opiekunka zbioru jest, na przekór stereotypom, uśmiechnięta, dowcipna i załatwia formalności w trymiga. Książki, audiobooki i filmy są zebrane w katalogu dostępnym też w sieci, można je zamawiać przez telefon. Jest i akcent minimalistyczny: - Czy ma pani kartę miejską? - pyta bibliotekarka. - Po co pani kolejny kawałek plastiku?
Szast prast, kwadrans później maszeruję do domu z potrzebnym tytułem pod pachą. Choć znajduję tylko jedną z książek, czuję się jakbym wciągnęła obłoczek gazu rozweselającego.

***

Przychodzi A., wnikliwa obserwatorka naszego projektu.
- Dużo zabawek. - mówi, patrząc na Dzika i R., siedzących wśród porozrzucanego po podłodze plastiku. - Więcej niż ostatnio. Skąd je bierzesz, skoro nie kupujesz?
Nabieram głęboko powietrza i na wydechu opowiadam o tym jak Dzik wszedł w posiadanie kolejki torowej.
- Wymieniasz się, tak? Że nie za pieniądze?

R. robi mi analizę: - Coś mi się zdaje, że kompensujesz sobie w ten sposób zakupowe spętanie. - mówi, gdy powrocie z Dolnego Śląska wyciągam ze skrzynki kiść papierowych zawiadomień o nieodebranych przesyłkach.* Spływają paczki z fantami od partnerów w wymianach towarowych, które uprawiam od kilku tygodni. Poniedziałek: dwie paczki i trzy listy polecone odebrane z poczty, wtorek: spóźnione awiza powtórne, środa: spotkanie z przekazaniem, czwartek: dwa spotkania i dwie paczki, piątek, czyli dziś: błyskawiczne poranne machniom na Mokotowie, przesyłka wręczona przez listonosza na schodach i wieczorny kurs z torbą na Ursynów. Ten tydzień jest pod wymiankowym względem wyjątkowo intensywny. Można powiedzieć, że równie intensywny co przedświąteczne zakupy dla licznej rodziny.


* żeby nie było, że mąż nie kompensuje. Też kompensuje. Tyle, że inaczej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz