niedziela, 1 lipca 2012

41

Wyjazd. Służbowy.
W pałacu, w którym mieszkamy, mimo, że to idealne miejsce na wakacje z dzieckiem, nie ma ani jednej rodziny. Jest kilka niemieckich małżeństw w wieku sprzyjającym sentymentalnym podróżom na ziemie utracone. No i my. Ja, mrówka-robotnica i moje chłopaki, na doczepkę.
Udziela mi się pałacowa atmosfera i wieczorem, gdy na tureckim kobiercu rośnie hałda naszych bagaży (tym razem, wiedząc że nie będziemy mieć dostępu do pralki, spakowaliśmy się bardzo rozrzutnie), proszę o herbatę w barze. Jestem upojona; wielkością naszego pokoju, patyną, atmosferą, zapachem siana, który wciska się przez szeroko otwarte okna. Z herbatą o idealnie bursztynowym kolorze przychodzi wpięty w skórzane etui rachunek: 10 zł. W cenie herbaty jest zaszyty zapewne koszt filiżanki Rosenthala, do której została nalana, pensja ubranej w szyty na miarę strój kelnerki, miesięczny koszt utrzymania kompletnie niepraktycznego budynku, jakim jest barokowy pałac i kilka innych rzeczy. Herbata jest doskonała; czy to właśnie cena podkręciła jej smak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz