środa, 20 czerwca 2012

35

Ogarniam rzeczywistość po ponad trzytygodniowej nieobecności. Piorę, przesadzam, wietrzę, wycieram lodówkę od środka. Segreguję pocztę, rozrywam koperty z zaproszeniami na rabatowane zakupy. Stiudiuję je z perwersyjną przyjemnością i wyrzucam do kosza.
Maj nie jest tak zdycyspliowany jak kwiecień. W dziedzinie wydatków spożywczych rozprężenie: 760 zł, nie licząc kilku dni na początku miesiąca, spędzonych na brytyjskim wyjazdowym wikcie, opłacanym walutą Królestwa. Zapasy w lodówce wyżarte, zamrażarka prawie pusta; na dnie oszronionej szuflady leży wymięta torebka zmrożonej marchwiowej kostki i trochę zmarzniętej pietruszki sprzed roku. Układam obok kurę, która jeszcze niedawno biegała po jakimś kaszubskim podwórku. Kupuję jogurt. R. przynosi chleb z naszej piekarni. Zamawiam internetową skrzynkę ekologicznych warzyw; przyjeżdżają następnego dnia, pachnące wilgocią, oprószone ziemią. Młode buraki, sałata, szczypior, kalafior, pomidory, ogórki, zerwane tego samego dnia truskawki, które dzień później wciąż są pyszne. Nie gniją, nie pleśnieją jak ich krewniaczki, kupione od pseudo-rolnika, który rozstawił swój kram z towarem przywiezionym z giełdy na poboczu podwarszawskiej drogi. Tradycyjnie, jak co roku, ulegamy magii rozkwitającej właśnie przydrożnej oferty handlowej i gdzieś pod Płońskiem kupujemy koszyczek czereśni, które przesypane przez sprzedawcę do foliowej torebki wyglądają jak ofiary czereśniowej przemocy. 14 zł/kilogram
W pozostałych kategoriach: nic spektakularnego. Zdrowie: 160 zł (szczepienie). Rzeczy: 303 zł (głównie: kompulsywne ogrodnicze zakupy). Prezenty: 16 zł. Przyjemności: 0 zł. Po raz kolejny ekonomia nie ma kompletnie związku z emocjami; bo w maju zaznaliśmy przecież tylu przyjemności!
Dyscyplina wydatkowa przynosi efekt. Karta kredytowa, nadgryziona przez brytyjską wypożyczalnię samochodów, jest już kompletnie spłacona. Leży w szufladzie, już jej nie używam. Zmniejsza się też debet, wklejony w nasz rachunek.

W domu czeka na mnie skrzynka, podarowana przez litościwą ogrodniczą duszę; dotarła w czasie, gdy mnie nie było. Przesadzam do niej dwa ostatnie krzaczki pomidorów; na jednym z nich jest już spory zielony owoc.

Dostaję linka do badań, które mówią o tym, że przeciętna polska rodzina kisi w domowych kątach, szafach, pawlaczach niepotrzebne nikomu rzeczy o średniej wartości 4 tysięcy zł. Biorę się więc na poważnie za odgruzowywanie.


R. kładzie się do łóżka, pytając czy jest w domu magnez. Nieusatysfakcjonowany odpowiedzią (- Jest. W tabletkach), mówi, że chciałby kupić rozpuszczalny.

2 komentarze:

  1. Czytam Cię dziś od początku, więc nie dziw się tym komentarzom "od czapy". Ale mam pytanie - w przypadku Warszawy - skąd zamawiasz tą skrzynkę warzyw?

    OdpowiedzUsuń
  2. :-)
    skrzynka vegebox.pl się nazywa, bardzo polecam, acz testuję teraz również kooperatywne rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń