wtorek, 1 maja 2012

13

- Czekanie to luksusowe zajęcie. Nie każdy może sobie na nie pozwolić - mówi A. Jest 15.00 i właśnie podjęliśmy decyzję że poczekamy do 18.15, aż zgodnie z regulowanym przez Księżyc rytmem oceanicznych pływów, poziom wody w Morazion opadnie tak nisko, że odsłoni ułożoną z kamieni groblę prowadzącą do opactwa St Michael's Mount.
Czekając, mokniemy w kontakcie z klasyczną angielską mżawkę, która niezauważalnie przechodzi w ulewę. Schronienie jest tuż tuż; za drzwiami pubu, na sali kawiarni, w sklepie z piękną, nakrapianą ceramiką. Co jest najlepszym przyjacielem turysty, który chwilowo nie ma co ze sobą zrobić? Portfel, oczywiście.
Sklep z ceramiką, do którego jeszcze miesiąc temu wkroczyłabym dziarskim krokiem, a opuściłabym z zawiniątkiem pod pachą, jest zamknięty. Oszczędza mi to dylematów.
Otwarte są za to cztery kawiarnie; wchodzimy do tej, która wygląda najbardziej intrygująco; dawna kaplica na rozstaju dróg została przerobiona na stylową jadłodajnię. Ponieważ na miejscu okazuje się, że zapas cream tea na ten dzień został już wyczerpany, zamawiamy dzbanek herbaty i dwa kawałki ciasta. Rachunek opiewa na niecałe 10 funtów. Czekanie to kosztowne zajęcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz