czwartek, 17 maja 2012

21

Zawzięłam się. Postanowiłam bezgotówkowo urządzić warzywniak na balkonie - korzystając z życzliwości ogólnopolskiej diaspory domowych ogrodników (i kandydatów na tychże).
Z sadzonkami, szczepkami, nasionami nie ma problemu; panują reguły rodem z pierwotnych wspólnot handlowych. Zielsko za zielsko, życie za życie, bez dziękowania. W ten klasyczny sposób staję się właścicielką sadzonek bukszpanów. Przyjeżdżają do mnie w pudełku po butach, każda z własną grudą ziemi, utuloną folią niczym opatrunkiem okluzyjnym; wsadzone do ziemi w ciągu kilku dni wypuszczają seledynowe pędy. Od matki dostaję bukiet pomidorków koktajlowych; wciskam kruche łodyżki w ziemię, łapią z nią kontakt, ustawione na parapecie, błyskawicznie zamieniają się w wiechcie o zastanawiającej budowie. Przyjaciółka z ogrodem orze ów ogród w poszukiwaniu siewek tui i cisów, znaleziska fachowo umieszcza w doniczkach.
Dzielę się swoim ogrodniczym zapałem w sieciowym zakątku, w którym zbierają się matki; w ciągu dwóch dni dostaję tyle nasiennych propozycji co atrakcyjna debiutantka na portalu randkowym.
Świat sprzyja ogrodnikom.

Oprócz nasion i sadzonek potrzebuję też doniczek. Szukam ich na serwisach dla nałogowych minimalistów (gratyzchaty i podobne), na gumtree, na tablicy. Ponieważ nie chcę wydawać na nie pieniędzy, przeglądam wyłącznie warszawskie oferty i wybieram opcję "oddam za darmo", albo "wymienię". Efekty? Marne. Donice i skrzynki to towar deficytowy, nikt się nie pozbywa; spędzam pół godziny na czesaniu internetu i znajduje tylko jedną sztukę. Piszę do właścicielki, formułuję propozycję. Niestety, nasze oczekiwania nie są kompatybilne. Właścicielka doniczki pragnie słodyczy Milky Way; musiałabym je specjalnie dla niej kupić.

Ogłaszam się ze swoją potrzebą w w/w miejscu w sieci. Dostaję sześć propozycji; jeśli choć połowę z nich uda się sfinalizować, będę mogła urządzić na balkonie nie tylko warzywniak, ale i parkur do balkonowych zawodów w skokach przez ogrodnicze skrzynki.

Ostatnim bastionem jest ziemia. Wygląda na to, że za coś, co jest za darmo, będę musiała jednak zapłacić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz