czwartek, 17 maja 2012

20

R. przychodzi z pracy wcześniej, kładzie się na kanapie i momentalnie zasypia.
Gdy budzi się trzy kwadranse później, patrzy się na mnie wymiętolonym okiem. Jego obecny pracodawca przymierza się do wprowadzenia zmianowego systemu pracy,, a on sam dostał wczoraj nowocześnie skonstruowaną ofertę pracy; tyle, że z kompletnym brakiem poczucia bezpieczeństwa w pakiecie. Dylemat prawdziwie baumanowski. Na co postawić? Na poczucie bezpieczeństwa czy niezależność?

Przeglądam internetowe wydanie Gazety Wyborczej (odkąd zanurzyliśmy się w antykonsumpcyjnym doświadczeniu, tylko raz kupiłam papierową gazetę - dla wywiadu z nomen omen, Z. Baumannem), trafiam na apokaliptyczny apel Krzysztofa Rybińskiego. Na dobrą sprawę i my jesteśmy w strefie potencjalnego rażenia: wciąż zadłużeni po kokardę, z niewielkimi oszczędnościami ulokowanymi w banku, które w razie hiperinflacji momentalnie stopnieją, bez sreber i bez sasnali, które w razie kompletnej zapaści możnaby wymienić na czarnym rynku na połówkę świniaka. Nie mamy nawet żelaznych zapasów w szafkach; ich sporą część wyjedliśmy w kwietniu*. I nie robimy nowych. Lęku jednak w związku z powyższym nie rejestruję; jeden z mych minimalizujących się wspólników powiedział mi ostatnio, że życie bez pieniędzy to życie bez lęku. Ucina się wewnętrzna galopada: "a co, gdy..?", "a jeżeli...?" i wreszcie "czy sobie poradzę?". Poradzi sobie.

Rozstaję się z dotychczasowym podwykonawcą. Krok w tył kosztuje mnie 50% wartości pracy, którą dla mnie do tej pory wykonał, a z której nie skorzystam. Poczucie, że to jedyny słuszny kierunek jest jednak bezcenne.

Kurier przynosi telefon za złotówkę. Życzy sobie za tę przyjemność 19,99 zł. To haracz doskonały; nie da się go nijak ominąć, bo T-Mobile nie przewiduje opcji "odbiór osobisty". R. spędza pół wieczora na dokarmianiu Androida kolejnymi aplikacjami, po czym woła mnie do kuchni:
- Weź sobie ten telefon. Bardziej potrzebujesz mobilnego internetu niż ja. 
Rozpływam się. To gest, w którym mieści się wszystko.
- Tylko chciałbym, żebyś dokupiła do niego futerał.

* - dzięki konsekwentnie realizowanej polityce kupowania tylko tego co niezbędne i czyszczenia zamrażarki i kuchennych szafek, w kwietniu wydaliśmy w sklepach spożywczych tylko 465 zł. Duża w tym zasługa mojej matki, która przez moją trwającą prawie tydzień wizytę, ani razu nie pozwoliła zapłacić za zrobione zakupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz