sobota, 12 maja 2012

18

Wchodzę rano do kuchni, rzucam okiem na ekran laptopa stojącego na stole. Dostaję natychmiastowego konsumpcyjnego porażenia. IPhone 4S, Samsung Galaxy S, Sony Ericksson Neo-V, Subaru Outback, Ałć - R. zapomniał wczoraj pozamykać okna przeglądanych witryn.

Na stole, oprócz laptopa, stoi miska z guacamole. Zgniecione awokado (wciąż nie jesteśmy się z nim w stanie rozstać) z kolendrą, poszatkowanym pomidorem, cebulą i sosem z cytryny. Chleb. Ser. Herbata. Dzik siedzi na blacie z nogami rozrzuconymi na boki, karmi R. winogronami, układając mu między zębami kolejne fioletowe kulki. Sielanka? Pozornie. Bo w naelektryzowanym powietrzu wisi zapowiedź konsumpcyjnego spięcia.

- Znalazlem sobie telefon - cedzi R. między winogronami.
W czerwcu mijają trzy lata od ostatniego przedłużenia mojej umowy. Samsung Omnia, który dostałam 3 lata temu był piękny, zaawansowany technologicznie i kosztowny. Po czterech miesiącach użytkowania zostawiłam go na parapecie jednej z sal Pałacu Kultury i Nauki.Miałam od tego czasu chyba z cztery aparaty, pozyskane drogą zakupu albo wymiany. Wszystkie unicestwiłam - niektóre samodzielnie, inne z pomocą ślinianek Dzika.
R. od czterech lat ma ten sam telefon, rozkładaną Motorolę z kolorowym wyświetlaczem. Obudowa jest potrzaskana, wyświetlacz sklejony przezroczystym scotchem; za każdym razem, gdy próbuję go użyć, jestem zdziwiona że staruszek nie reaguje na polecenia wydawane palcem na ekranie. Jest oporny na dotyk, anachroniczny.
Dlatego już dawno zdecydowaliśmy, że korzyści z najbliższej zmiany telefonicznej warty przejmuje R.
- Samsung Galaxy S. - mówi mój małżonek i wspólnik w minimalistycznym projekcie.
- Za złotówkę? - pytam, pakując sobie do ust pajdę chleba obficie obłożoną guacamole.
Pogodna, poranna twarz R. się napina:
- Za 639 zł. To i tak kilka razy taniej niż w regularnej sprzedaży. Chciałaś telefon z aparatem, tak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz