wtorek, 24 kwietnia 2012

10

Truskawki nie są na naszej liście. Na razie. Przyjdzie czerwiec, to na listę się dostaną, na razie są pozycją na tej szerokości geograficznej ekscentryczną, więc całkowicie zakazaną.
Mimo to R. przynosi dziś z Tesco pudełeczko truskawek. Wręcza mi je z miną dostawcy świeżo upolowanego mamuta. Tuzin czerwonych owoców leży w plastikowym, przezroczystym sarkofagu. Otwieram pudełko. Pachną tak jak trzeba (czyli jak grzech). Przegryzam jedną. Smakują tak jak trzeba (czyli jak grzech). Czy mogę ufać wyposzczonej sobie?
Na liście nie ma też chałwy. Chałwa znajduje się w tej samej zakazanej kategorii co miśki haribo, sezamki, czekoladowe pralinki, ptasie mleczko - gdybyśmy je kupowali i cała zawartość przeciętnej supermarketowej półki opatrzonej hasłem "słodycze". Wyjmuję więc z pudełka ostatni prostopadłościan ulepiony ze startego sezamu, sklejonego syropem glukozowym, dzielę go na pół, rozkładam na talerzykach. Konfekcjonowana pokusa zostaje starta trzonowcami, wgnieciona w podniebienie. Minuta i po pokusie.

Od 1 kwietnia każdej decyzji zakupowej towarzyszy proces myślowy.
Pasztet? Czy jest dozwolony? Nie, bo mogę przecież upiec go sama. Tak, bo go nie upiekę, a ten, nad którym rozmyślam, jest w stu procentach mięsny.
Jabłka? Tu dylematów nie mam.
Ziemniaki? Podobnie; zwłaszcza, że z kilku odmian zaoferowanych przez sprzedawczynię, wybieram krajowe, żółte, rozgotowujące się.
Biszkopty dla Dzika? Na szczęście ich nie ma, sprzedawczyni proponuje temat zastępczy "mufiny orkiszowe" - do samodzielnego wykonania. Ściskam i ten pomysł, i płynny składnik (maślanka), donoszę do domu, pakuję do piekarnika blachę mufinów z tego co znalazłam w szafkach. Dlatego są słabo wyrośnięte. 


Wciąż nie mogę zdecydować czy powinniśmy wykreślić z listy winogrona, awokado i banany.

***

Przychodzi O. Kwitnąca, na moment przed porodem. Pożycza od nas bujaczek, w ostatnim momencie wciskam jej jeszcze chustę. Tak bardzo chcę dołączyć do kobiecego kręgu, który ją zasypał elementami wyprawki. Bo O. niczego tym razem nie kupiła. Od wózka, przez kosz do spania, po ubranka - wszystko dostała od zaprzyjaźnionych kobiet. Ale tak kwitnącej O. nie da się nie obdarować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz