sobota, 7 kwietnia 2012

3

Rano R. robi zakupy: trzy banany, dwa jabłka, ogórek, pomidor, niegazowany Żywiec, jajka. W sumie 16 zł - to nasze największe zakupy od tygodnia; ćwiczymy się w sztuce pojedynczego kupowania.

Mamy 400 km do przejechania i dwie trasy do wyboru: decyzję podejmujemy na Wisłostradzie. Wybieramy autostradę. Jest wygodniejsza, bezpieczniejsza, mniej zatłoczona. Nie ma też przy niej Młynu pod Mariaszkiem, w którym na ogół, gdy jedziemy na północ, robimy sobie przerwę na popas. Autostrada ma właściwie tylko dwa minusy w stosunku do siódemki: najpierw trzeba do niej dojechać, a potem zapłacić za przejazd. 17 zł z Nowej Wsi do Rusocina.
Podróż jest niemal doskonale minimalistyczna. Pusto, jakby wszystko wywiało, odległość z Warszawy na Kaszuby robimy w 4 i pół godziny, Dziko śpi.

- Wydajesz za dużo pieniędzy. - mówi moja matka, stawiając kubki z herbatą na stole. Dwie herbaty z jednej torebki, sok z cytryny, płaska łyżeczka cukru. W moim rodzinnym domu panuje odgórne zarządzanie słodzeniem.- To ci dobrze zrobi. Obawiam się jedynie, że możesz po zakończeniu tego okresu znów się rozhulać.

Uwaga mojej matki, mistrzyni w gospodarzeniu, jest dla mnie trudna. Dlatego, że jest oceniająca, ale i też dlatego, że jest prawdziwa. Wydajemy niemal wszystko co zarabiamy. Niemal, bo odkąd pracuję jako wolny strzelec (czyli od 12 lat) odkładam 10% z każdego dochodu, który wpłynie na moje konto. Na osobne konto. W tym jestem konsekwentna. Brak mi za to konsekwencji w zarządzaniu odkładaną sumą. Część tej zwiększającej się co miesiąc sumy inwestuję, część trzymam na lokacie, część pożyczam przyjaciołom w potrzebie i niestety, również samej sobie... Nadgryzałam swoją żelazną (nazywam ją rezerwą emerytalną) rezerwę przy kupowaniu mieszkania, ale również przy inwestycjach w sprzęt fotograficzny. Mam też na koncie klasyczną fanaberię; za pieniądze z własnego emerytalnego funduszu kupiłam sobie coś, czego jedyną funkcją było poprawienie mojego samopoczucie. Do tej pory się nie spłaciłam; na korkowej tablicy nad biurkiem wisi karteczka z sumą, którą powinnam uregulować. Dług wewnętrzny uwiera tak samo mocno jak zewnętrzne wierzytelności.

Większość naszych przyjaciół żyje w podobny sposób; wydając wszystko co zarabiają. Nie ma znaczenia, czy ich miesięczny dochód to 2 tysiące złotych, czy 12. Gdy nadchodzi dzień przed wypłatą, na koncie jest zero. Czy można to trwale zmienić?

- A wiesz, że u nas w mieście właśnie padła wygrana w Totka? 13 milionów! - mówi moja matka. - Wiesz, kto wygrał? Chrześniaczka twojej matki chrzestnej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz